Archiwa bliski wschód | Forum Młodych Dyplomatów /tag/bliski-wschod/ Kreujemy przyszłych liderów Sat, 14 Dec 2024 19:20:34 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.8.3 /wp-content/uploads/2023/08/FMD-logo-2-100x100.png Archiwa bliski wschód | Forum Młodych Dyplomatów /tag/bliski-wschod/ 32 32 Syria: 18 miesięcy po normalizacji (stan na 26/11/2024) /syria-18-miesiecy-po-normalizacji/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=syria-18-miesiecy-po-normalizacji Fri, 29 Nov 2024 13:47:48 +0000 /?p=4673 Syria to państwo położone w strategicznym miejscu na mapie Bliskiego Wschodu. Dawniej o dużych wpływach politycznych i kulturowych, ostatnich kilka lat spędziła w mgle politycznego zapomnienia. Doprowadziła do tego zbrodnicza polityka reżimu Baszara al-Assada i następująca po niej odpowiedź sąsiadów. Jednak w wyniku tektonicznych zmian w regionie, rozpoczęto proces normalizacji. Jego punktem kulminacyjnym było uczestnictwo […]

Artykuł Syria: 18 miesięcy po normalizacji (stan na 26/11/2024) pochodzi z serwisu Forum Młodych Dyplomatów.

]]>

Syria to państwo położone w strategicznym miejscu na mapie Bliskiego Wschodu. Dawniej o dużych wpływach politycznych i kulturowych, ostatnich kilka lat spędziła w mgle politycznego zapomnienia. Doprowadziła do tego zbrodnicza polityka reżimu Baszara al-Assada i następująca po niej odpowiedź sąsiadów. Jednak w wyniku tektonicznych zmian w regionie, rozpoczęto proces normalizacji. Jego punktem kulminacyjnym było uczestnictwo Baszara al-Assada w szczycie Ligi Państw Arabskich w Dżuddzie w maju 2023 roku. Zachowanie reżimu syryjskiego nie zmieniło się ani przed, ani po normalizacji relacji z regionem. 

Autor: Olaf Piasta


Motywacja decyzji o normalizacji stosunków z Syrią rozciąga się na dwóch płaszczyznach. Pierwsza to seria większych zmian w polityce krajów regionu, w szczególności Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Oba do przekształcenia swoich państw i całego regionu Bliskiego Wschodu w huby biznesowe infrastrukturalne i technologiczne.

Wprowadzone zmiany mają być odpowiedzią na przewidywane zmniejszenie popytu na surowce naturalne, będące podstawą ich gospodarek. By osiągnąć swój cel, podejmują wiele działań w polityce wewnętrznej i zewnętrznej, mających na celu uspokojenie regionu. Poza tym, polityka reżimu syryjskiego sprawia jej sąsiadom rzeczywiste problemy.

Od pariasa do partnera


Państwa regionu zdecydowały się na kolektywną izolację Syrii w 2011 roku, w reakcji na brutalne rozprawienie się z Arabską Wiosną. Do metod używanych przez reżim należało m.in. użycie broni chemicznej i naloty dywanowe na własną ludność cywilną. W efekcie Syria została wyrzucona z Ligi Państw Arabskich, a jej relacje dyplomatyczne z regionem zostały zerwane.

Proces normalizacyjny został zainicjowany przez Zjednoczone Emiraty Arabskie w 2018 roku. Później dołączyły do nich Jordania i Bahrajn. W marcu 2022 roku Assad odbył wizytę w ZEA, pierwszą w kraju arabskim od 2011 roku. Przyspieszenie nastąpiło w wyniku katastrofalnego trzęsienia ziemi, które dotknęło Turcję i północną Syrię w lutym 2023. W marcu Assad ponownie odwiedził ZEA, minister spraw zagranicznych Arabii Saudyjskiej  Faisal bin Farhan Al Saud ogłosił że polityka izolacji nie ma sensu, a w maju 2023 roku Syria została ponownie przyjęta do Ligi Arabskiej.

Uspokojenie regionu


Pomimo eskalacji konfliktu na linii Izrael-Hamas, a obecnie również Izrael-Hezbollah, należy zauważyć kilka działań, pozwalających stwierdzić, że kraje arabskie dążą do uspokojenia sytuacji. Na przełomie 2020 i 2021 roku ZEA, Bahrajn, Maroko i Sudan dokonały normalizacji relacji z Izraelem w ramach Porozumień Abrahamowych.

Po ataku Hamasu na Izrarel i zbrodni, które w odpowiedzi Izrael popełnia w Gazie, żaden z tych krajów ich nie zerwał. Szersza reakcja krajów arabskich wskazuje na przyjęcie tej samej strategii – przeczekania. 

W odpowiedzi na działania Izraela nie zostały podjęte żadne konkretniejsze działania, poza deklaracjami części liderów. Trzymanie się porozumienia i ograniczone wsparcie dla sprawy, którą popiera znaczna większość społeczeństw ich krajów wskazuje na determinację ich przywódców do ograniczenia konfliktu. 

Wycofanie z interwencji w Jemenie


Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie zdecydowanie ograniczyły swój udział w interwencji w Jemenie, rozpoczętej w 2015 roku. Był to dla tych dwóch krajów najważniejszy konflikt w regionie, przez którego pryzmat można rozpatrywać ich szerszą politykę konfrontacyjną. W tamtym okresie postawiono na militarne starcie z siłami Hutich, wspieranymi przez Iran.

Była to pierwsza i największa operacja przeprowadzona bezpośrednio przez armie obu państw. Rozpoczęcie operacji było sygnałem gotowości do przejęcia odpowiedzialności za prowadzenie operacji zbrojnych i konfrontacji z siłami wspieranymi przez Iran. W świetle braku militarnych sukcesów i ponownego przemyślenia strategii, rozpoczęto proces wycofywania się z akcji.

Najpierw zjednoczone Emiraty Arabskie poparły Southern Transitional Council w 2018 roku (tym samym, w którym ponownie nawiązały relacje dyplomatyczne z Syrią), jednocześnie wycofując własne wojska z kraju. Arabia Saudyjska wciąż kontynuowała operację, choć w różnym nasileniu.

Pół roku przed ponowną normalizacją z Syrią, tj. w październiku 2022, podpisane zostało zawieszenie broni, którego ustalenia zostały w dużej mierze utrzymane. Konflikt pomiędzy wojskami saudyjskimi a Hutimi nie przybrał na sile, pomimo ataków Hutich na statki przepływające przez cieśninę Bab al-Mandab i militarną odpowiedź Stanów Zjednoczonych.

Ocieplenie relacji z Iranem


W tym samym okresie Arabia Saudyjska wraz z ZEA dokonały normalizacji stosunków dyplomatycznych z Iranem. Pokazano w ten sposób chęć ochłodzenia i uspokojenia konfliktu. Emiraty poszły krok dalej, dołączając wraz z Iranem do grupy BRICS.

W 2021 roku kraje arabskie zakończyły trwający 4 lata konflikt dyplomatyczny z Katarem. Zarzewiem konfliktu było utrzymywanie przez Katar bliskich relacji z Iranem, a także sposób w jaki katarska Al-Jazeera opisywała wydarzenia Arabskiej Wiosny i następujące wydarzenia w regionie. Pomimo braku spełnienia przez Katar wysuniętych wobec niego 13 żądań, w styczniu 2021 relacje zostały przywrócone.

Problematyczny reżim

Poza szerszym procesem regionalnym, decyzja o normalizacji wynika również z faktycznych problemów, jakie regionowi sprawia reżim Assada.

Captagon

Udział Syrii w światowym handlu narkotykami pozostaje jednym z najbardziej niedocenionych czynników zmieniających sytuację na Bliskim Wschodzie. Tymczasem zdominowała ona produkcję i dystrybucję tańszego zamiennika amfetaminy i metaamfetaminy – captagonu. Obecnie państwo syryjskie kontroluje ponad 80% całego rynku tego narkotyku.

Wartość całego rynku captagonu na świecie jest trudna do oszacowania z samego charakteru przedsięwzięcia, ale szacunki mówią nawet o 60 miliardach dolarów. Jego sprzedaż odpowiada obecnie za ok. 90% budżetu syryjskiego rządu. Oznacza to wprost, że reżim Baszara al-Assada trzyma się w ryzach wyłącznie dzięki dystrybucji narkotyków.

Reżim wykorzystuje sytuację, bezpośrednio angażując się w proceder. Śledztwo BBC News Arabic wykazało, że cała 4. dywizja syryjskiej armii obecnie zajmuje się właściwie wyłącznie działalnością związaną z handlem narkotykami. Dywizją kieruje młodszy brat dyktatora – Maher al-Assad.

Syryjski handel captagonem mógł się rozwinąć do takiego stopnia z kilku ważnych powodów. Przed rozpoczęciem rewolucji w 2011 roku i dewastacją kraju Syria pozostawała lokalnym hubem farmaceutycznym. Istniejąca infrastruktura i zasoby ludzkie stanowiły świetne fundamenty do rozwinięcia nielegalnego interesu.

Po drugie, sąsiedzi kraju stanowią doskonały rynek zbytu. Captagon, będący tańszym zamiennikiem amfetaminy jest wykorzystywany na różne sposoby w różnych krajach. W bogatszych – ZEA czy Arabii Saudyjskiej – pozostaje sposobem na nudę dla bogatych dzieciaków, stanowiąc alternatywę dla innych narkotyków, a także często będąc łatwiej dostępnym niż zakazany alkohol.

W krajach takich jak Irak czy Jordania captagon, ze względu na swoje pobudzające właściwości, jest użytkowany przez osoby pracujące fizycznie, zmuszone do pracy ponad swoje siły przez złą sytuację gospodarczą. 

Destabilizujące działania reżimu syryjskiego, traktującego handel narkotykami jako ostatnią deskę ratunku w wyniszczającej sytuacji gospodarczej, to jedna z głównych przesłanek, stojących za decyzją o ponownym nawiązaniu stosunków i rozmów dyplomatycznych. Handel captagonem w relacjach z krajami regionu pozostaje dla Baszara al-Assada zarówno kijem jak i marchewką. Traktuje handel captagonem jako kartę przetargową, szantażując innych przywódców. 

Frustrację wynikającą z takiego traktowania widać na przykładzie akcji Jordanii z maja tego roku. Przy okazji trwających rozmów Syria zgodziła się podjąć szczątkową współpracę w walce z przemytnikami. Ledwie tydzień później jordańskie lotnictwo zbombardowało kilka celów w Syrii, zabijając 10 osób i niszcząc miejsca produkcji. 

Uchodźcy

Trwające już od ponad dekady zbrodnicze działania reżimu Baszara al-Assada zmusiły do ucieczki miliony osób. Obecnie Syria pozostaje krajem z którego uciekło najwięcej ludzi – aż 6,5 miliona. Większość z nich przebywa w Turcji (3,5 miliona), Libanie (840 tys.), Jordanii (670 tys.), Niemczech (620 tys.) i Iraku (270 tys.). 

Te kraje arabskie, znajdujące się w kryzysie na wielu płaszczyznach, nie są w stanie utrzymywać nawet niewielkiej liczby uchodźców. W październiku tego roku Izrael otworzył nowy front w Libanie. W wyniku ostrzału rakietowego i fragmentarycznej inwazji lądowej życie straciły tysiące ludzi.

Część Syryjczyków, obawiających się Izraela, wróciła z powrotem do kraju ojczystego. Znaczna część z nich doznała represji i przemocy. Dzięki normalizacji rozpoczęto rozmowy o odesłaniu części migrantów z powrotem.

Wykorzystując to w październiku tego roku Assad ogłosił wielką amnestię. Docelowo ma to być zaproszenie dla uchodźców do powrotu do kraju, a także pokaz dobrych intencji dla rządów innych państw. W rzeczywistości jest to 24 decyzja tego typu. Zasady dotyczące objęcia amnestią są niejasne i pozostają otwarte do dowolnej interpretacji przez służby bezpieczeństwa.

Co przerażające, argument migracyjny może posłużyć Assadowi jako narzędzie do rozpoczęcia normalizacji również z krajami europejskimi. Pod względem politycznym kryzys migracyjny stale przybiera na sile. To Syryjczycy stanowili główną grupę, która przybywała do Europy w 2015 roku.

W znacznej większości krajów Unii partie postulujące zamknięcie granic i deportację nielegalnych migrantów zdobywają coraz większe poparcie. W efekcie część krajów Unii chce pójść wzorem Ligi Arabskiej. W lipcu 2024 osiem państw wezwało do zmiany podejścia wobec Syrii i podjęcia współpracy, celem odesłania uchodźców z powrotem. W Niemczech jeden z sądów orzekł, że sytuacja w Syrii już pozwala na deportacje.

Wnioski

18 miesięcy po normalizacji w Syrii zachodzą zmiany jedynie deklaratywne. Poza pojedynczymi przykładami, w których reżim Assada faktycznie podał informacje na temat handlarzy captagonem, nie widać żadnych zmian strukturalnych. Syryjski reżim pozostaje bezpośrednio zaangażowany w podtrzymanie katastrofalnej sytuacji bezpośrednio uczestnicząc w handlu narkotykami a także zatrzymując, porywając i torturując swoich obywateli.

 Podejście krajów arabskich można uznać za naiwne lub czysto transakcyjne. Motywowane chęcią uspokojenia sytuacji w regionie i dążeniem do jego kompleksowej transformacji ignorują zbrodniczość syryjskiego reżimu. Jedyne realne cele, jakie mogą w ten sposób osiągnąć to zyski z potencjalnych przyszłych inwestycji, choć na razie to daleka perspektywa. W maju 2023 powołano specjalny komitet Ligi Arabskiej ds. Syrii. Równo rok później zawiesił operacje. Oficjalnie zapowiedziano kolejne spotkanie w Bagdadzie, do którego jednak nigdy nie doszło.

Źródła:

[1] Border Traffic: How Syria Uses Captagon to Gain Leverage Over Saudi Arabia 
[2] The Captagon Trade from 2015 to 2023 
[3] Syria avoids regional cold shoulder despite Captagon drug trade 
[4] The Syrian Refugee Population around the Globe 
[5] Desperate journeys: Syrian refugees fleeing Israel’s assault on Lebanon 
[6] Tackling the illicit drug trade fuelling Assad’s war machine
[7] Assad Regime Anti-Normalization Act of 2023
[8] Syria’s Assad Regime Using Drug Smuggling as a Political Tool  

Artykuł Syria: 18 miesięcy po normalizacji (stan na 26/11/2024) pochodzi z serwisu Forum Młodych Dyplomatów.

]]>
GLOBALNE MOCARSTWO I BLISKOWSCHODNI ZAMĘT – PRÓBA DIAGNOZY PARADOKSALNEGO DYKTATU /globalne-mocarstwo-i-bliskowschodni-zamet-proba-diagnozy-paradoksalnego-dyktatu/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=globalne-mocarstwo-i-bliskowschodni-zamet-proba-diagnozy-paradoksalnego-dyktatu Thu, 24 Oct 2024 15:26:37 +0000 /?p=4157 „Świat wciąż potrzebuje Ameryki, a Ameryka wciąż potrzebuje świata”. Te słowa, optymistycznie wybrzmiewające z czołówki ostatniego wydania Foreign Affairs, brzmią wątpliwie w obliczu dynamicznie rozwijającej się sytuacji na Bliskim Wschodzie. Sytuacji, która eksponuje wręcz niespotykaną bezradność amerykańskiej polityki zagranicznej i maluje obraz sceny politycznej, która stała się niebezpiecznie podatna na partykularyzm. Zbliżające się wielkimi krokami […]

Artykuł GLOBALNE MOCARSTWO I BLISKOWSCHODNI ZAMĘT – PRÓBA DIAGNOZY PARADOKSALNEGO DYKTATU pochodzi z serwisu Forum Młodych Dyplomatów.

]]>

Świat wciąż potrzebuje Ameryki, a Ameryka wciąż potrzebuje świata”. Te słowa, optymistycznie wybrzmiewające z czołówki ostatniego wydania Foreign Affairs, brzmią wątpliwie w obliczu dynamicznie rozwijającej się sytuacji na Bliskim Wschodzie. Sytuacji, która eksponuje wręcz niespotykaną bezradność amerykańskiej polityki zagranicznej i maluje obraz sceny politycznej, która stała się niebezpiecznie podatna na partykularyzm. Zbliżające się wielkimi krokami wybory prezydenckie są w napięciu śledzone zarówno wewnątrz kraju, jak i poza „jednobiegunowym mocarstwem”. Co zaskakujące, nie grają one głównych skrzypiec na globalnej scenie politycznej, gdyż te zostały gwałtownie zagarnięte przez Bliski Wschód.

Autor: Igor Włodarski

Nie da się bowiem odeprzeć wrażenia, że dramatyczna eskalacja i coraz szerzej rozpościerające się na niebie widmo wojny regionalnej wymknęły się spod amerykańskiej kontroli. Co więcej, Bidenowska administracja zdaje się bezładnie minimalizować polityczne straty, które według wielu komentatorów mogą kosztować Demokratów kontrolę nad Waszyngtonem. Trudno zatem prognozować, jak potencjalny wynik listopadowych elekcji wpłynie na konflikt izraelsko-irański. Coraz bardziej logiczne zdaje się odwrócenie tego twierdzenia – jak potencjalny rozwój konfliktu wpłynie na wyniki wyborów prezydenckich.

Prognozując tę wielopłaszczyznową sytuację, można uznać, że o wiele bardziej interesujące i niejednoznaczne jest położenie potencjalnej sukcesorki Joe Bidena – wiceprezydent Kamali Harris. Może to wydawać się niezrozumiałe, gdyż Donald Trump jawi się jako bardziej nieprzewidywalny i wyrazisty kandydat, lecz prowadzona przez niego retoryka jest równie nieprecyzyjna, co niekonsekwentna. Ponadto podczas prezydentury Republikanina nie miała miejsca tak dynamiczna destabilizacja na Bliskim Wschodzie, zatem prognozowanie jego potencjalnych działań wymagałoby stawiania zbyt daleko posuniętych hipotez. Środki podjęte dotychczas przez obecnego prezydenta dają choć niewielki obraz tego, jak mogłyby wyglądać posunięcia Harris, gdyby zasiadła w Gabinecie Owalnym.

Poza tym, kandydat republikański słynie z kontrowersyjnych wypowiedzi, których urzeczywistnienie byłoby co najmniej kłopotliwe. Ponadto, ankieta przeprowadzona przez Arab American Institute na przełomie lipca i sierpnia jasno wskazuje, że to właśnie potencjalni wyborcy Harris (elektorat Demokratów, młodzi ludzie, Afroamerykanie oraz Latynosi) bardziej skłaniają się do popierania Palestyńczyków oraz krytyki działań Izraela. Oczywiście nie można przy prognozowaniu tak skomplikowanej sytuacji ignorować postaci prezydenta Trumpa i nie zamierzam tego robić.

Jednak centralnym elementem tego artykułu będzie Harris, która w obliczu niespodziewanej rezygnacji Bidena z wyścigu prezydenckiego, została postawiona przed nie lada wyzwaniem – mając na to nieco ponad trzy miesiące, musiała ukazać się nie tylko jako polityk zdolny do stabilizacji stale pogarszającej się sytuacji wewnętrznej w kraju, lecz także jako przywódczyni gotowa prowadzić globalne mocarstwo na arenie międzynarodowej.

Trudno ocenić, na ile skutecznie Harris udało się sprostać temu wyzwaniu, gdyż polityczka stale napotyka nowe trudności podczas trwania swojej niebywale krótkiej kampanii. Owszem, zgodnie z codziennymi sondażami publikowanymi w The New York Times wiceprezydentce udało się nadgonić stosunkowo wysokie prowadzenie Donalda Trumpa z momentu jej przystąpienia do walki o urząd, co więcej, obecnie posiada nad kandydatem republikańskim przewagę około trzech punktów procentowych. Jednak lwia część komentatorów zgadza się z twierdzeniem, że wyścig jest bardzo wyrównany, a ostateczny wynik będzie zależeć od kilku czy kilkunastu tysięcy wyborców z tak zwanych „swing states”.

Powszechnie uznaje się, że konflikt bliskowschodni może okazać się dla Harris kłopotliwy w zdobyciu głosów elektorskich z Michigan, gdzie zamieszkuje liczna grupa Amerykanów o arabskim pochodzeniu. Jednocześnie wiceprezydentka musi walczyć o utrzymanie poparcia amerykańskich Żydów, którzy według badań Pew Research Center z 2020 roku są nadal jedną z najbardziej liberalnych i prodemokratycznych mniejszości etnicznych w USA, dodatkowo posiadającą silne lobby w Waszyngtonie. Izrael popiera także bardzo liczna grupa protestanckich ewangelików.

W kwestii walki o głosy obydwu środowisk wygląda na to, że kandydatka Demokratów stara się znajdować złoty środek. Jest zdecydowanie proizraelska i nic w tym dziwnego – to w istocie dogmat amerykańskiej polityki; jednak nie w tak zagorzałym stopniu jak Joe Biden – postać silnie „wrośnięta” w establishment, ponadto blisko powiązana z Benjaminem Netanjahu przez niemal cały czas trwania swojej kariery.

Mniejsza zagorzałość nie zmienia jednak faktu, że Harris odnotowała już kilka potknięć w związku z kwestią bliskowschodnią, a ewolucję jej poglądów w tej materii da się zaobserwować od samego początku trwania kampanii. Przed przejściem do analizy stanowiska Harris w aktualnym momencie, warto przytoczyć kluczowe wydarzenia ukazujące stopniowe zmiany w podejściu wiceprezydentki. Należy podkreślić, że najbardziej istotny i wymagający uwagi jest okres bezpośrednio po starcie Harris w wyścigu prezydenckim, gdyż wcześniej o wiele trudniej było zaobserwować narrację rozbieżną z działaniami podejmowanymi przez administrację Bidena.

Owszem, podczas wystąpienia w Alabamie z marca bieżącego roku Harris stanowczo nawoływała do natychmiastowego, lecz tymczasowego, zawieszenia broni, co wbrew pozorom było jednym z ostrzej wyartykułowanych wezwań jakiegokolwiek wysoko postawionego członka administracji. Jednak dla dużej części bazy wyborczej Demokratów nie było to wystarczające, więc Harris była w istocie zmuszona przeformułować swoje stanowisko od pierwszego dnia wyścigu. 

„Jeśli chcecie, żeby Donald Trump wygrał – mówcie to dalej. Jeśli nie, to teraz mówię ja.” Te słowa Demokratki zostały skierowane podczas sierpniowego wiecu w Detroit (we wspomnianym Michigan) w kierunku propalestyńskich protestujących, którzy skandowali: „Kamala, Kamala, nie ukryjesz się! Nie będziemy głosować na ludobójstwo”. Odpowiedź ta, bez zaskoczenia, ściągnęła w kierunku wiceprezydentki falę krytyki ze strony środowisk potępiających Izrael. Warto podkreślić, że skandowanie oskarżeń o przykładanie ręki do ludobójstwa ciągnie się za Harris jeszcze sprzed początku samodzielnej kampanii. Paradoksalnie, oskarżenia te bywają jeszcze bardziej ofensywne niż te, skierowane do Joe Bidena, co wskazuje na pierwotne oczekiwania części społeczeństwa w stosunku do potencjalnej prezydentury Harris.

Niezależnie od jej przywiązania do establishmentu, wciąż jawiła się ona jako ktoś świadomy potrzeb społeczeństwa, bardziej uważny na głosy ludzi otwarcie niezadowolonych z całokształtu współczesnej Ameryki. A jednak. Harris nie odpowiedziała w sierpniu w sposób merytoryczny i dała się ponieść frustracji, która była niespotykana w pierwszej fazie kampanii – kiedy to kandydatka regularnie brała udział w starannie zaplanowanych wydarzeniach, na których, według krytyków, izolowała się od konfrontacji z wyborcami nieprzekonanymi do oddania na nią głosu.

Gdy incydent powtórzył się raptem tydzień później, podczas wyborczego wiecu w Arizonie, Harris zdecydowała się na bardziej dyplomatyczną odpowiedź. Demokratka zapewniła protestujących, że „szanuje ich głosy” oraz podkreśliła wysiłki podejmowane wspólnie z Bidenem w celu zawieszenia ognia i uwolnienia zakładników. Nie odniosła się do kwestii humanitarnej w Gazie, jednak podkreśliła, że to „czas najwyższy” na ugodę. Ponad dwa miesiące od jej wypowiedzi szanse na ugodę są bliskie zeru. Im dalej trwa kampania Harris, tym więcej obserwatorów zostaje utwierdzonych w poglądzie, że zmiana w Białym Domu nie będzie oznaczać jakiejkolwiek zmiany na Bliskim Wschodzie.

Al Jazeera pisała w sierpniu o jednakowych stanowiskach prezydenta i jego zastępczyni w kwestii palestyńskiej, które według autorów różnią się jedynie fasadą. Harris bowiem częściej od Joe Bidena odnosi się do kryzysu humanitarnego w Gazie oraz okazuje zrozumienie w stosunku do ofiar i ogromu cierpienia dotykającego Palestyńczyków. Najbardziej rozległe wypowiedzi wiceprezydentki w tej kwestii pojawiły się w jej przemówieniu po lipcowym spotkaniu z Benjaminem Netanjahu, a także podczas wrześniowej debaty prezydenckiej z Donaldem Trumpem.

W obydwu przypadkach, poza wielokrotnym, dobitnym podkreślaniem swojego wsparcia dla Izraela i jego prawa do samoobrony, Harris stwierdziła, że „forma tej samoobrony także ma znaczenie”, niejako ukazując brak poparcia dla metod stosowanych przez Izrael w Gazie. W obydwu wypowiedziach Harris przechodziła do opisywania tragedii, która dotyka naród palestyński i postulowania wsparcia humanitarnego, zakończenia cierpienia cywilów i odbudowania zrujnowanej infrastruktury, a w dalszej przyszłości – wprowadzenia rozwiązania dwupaństwowego.

Jednocześnie podczas wspomnianej debaty, Trump w żaden sposób nie odniósł się do sytuacji Palestyńczyków ani rozwiązania dwupaństwowego. W zamian wykorzystał swoją wypowiedź, by zapewnić bezwarunkowe poparcie dla Izraela i w charakterystyczny dla siebie sposób zaatakować kontrkandydatkę w kontekście eskalacji konfliktu. Może się zatem wydawać, że w zestawieniu z Bidenem, a tym bardziej Trumpem, Harris jawi się jako najbardziej przychylna Palestyńczykom.

Jednak wielu zarzuca wiceprezydentce pozorność, gdyż ostatecznie popiera całkowite i bezwarunkowe wsparcie dla Tel-Awiwu, a jej wypowiedzi bez wyjątku eksponują przede wszystkim poparcie dla interesu izraelskiego. Można się jedynie zastanawiać na ile narracja Demokratki ma na celu ukazanie ciągłości polityki zagranicznej administracji Demokratów i zaskarbienie sobie przychylności umiarkowanych wyborców, a na ile może się pod nią kryć zmiana akcentów, która pojawiłaby się wraz z objęciem rządów przez Kamalę.

Opisane sytuacje ukazywały poglądy kandydatki jeszcze przed największą eskalacją, czyli inwazją Sił Obronnych Izraela w Libanie i powtórnym ataku rakietowym Iranu na Izrael. Zatem zasadnie można było oczekiwać, że w obliczu drastycznego pogorszenia sytuacji humanitarnej Libańczyków, Harris w choć niewielkim stopniu zmieni stosunek do działań rządu Netanjahu.

Wyrazem tych oczekiwań było pytanie Billa Whitakera, prowadzącego kultowego prezydenckiego wywiadu 60 Minutes, o stosunek Harris do ignorowania działań Białego Domu przez izraelskiego premiera. Odpowiedź Demokratki była wymijająca, a bardziej precyzyjne ujęcie pytania przez prowadzącego: „Czy Stany Zjednoczone mają w premierze Netanjahu prawdziwego sojusznika?”, spotkało się z kontrą Harris: „Z całym szacunkiem, lecz uważam, że lepsze pytanie to: czy istnieje prawdziwy sojusz między narodem amerykańskim i narodem izraelskim? Odpowiedź brzmi: tak.” Druga wymijająca odpowiedź ma w tym przypadku o wiele większe znaczenie.

Wiceprezydent nie objęła swoim bezwarunkowym poparciem samego Netanjahu. Co, jak postaram się dowieść, bez wątpienia znajduje się w jej interesie politycznym. Media od czasu inwazji w Libanie piszą o wizerunkowym ciosie, jaki zadał Demokratom izraelski premier na miesiąc przed wyborami. Podnoszą się głosy o poniżeniu, jakim jest dla globalnego mocarstwa niesubordynacja Izraela. Stany Zjednoczone jawią się jako państwo, które traci kontrolę nad sojusznikiem, jednocześnie przekazując mu ogromne fundusze (Izrael jest państwem, które otrzymało najwięcej środków od USA od końca II wojny światowej).

Ponadto część komentatorów obawia się o całkowitą utratę panowania nad sytuacją na Bliskim Wschodzie przez Waszyngton. Wszystkie te doniesienia są bardzo korzystne dla kandydata Republikanów, który jedynie zaostrza krytykę Demokratów i narrację swojej partii w stosunku do konfliktu. Kluczowy jest jednak fakt, że Netanjahu bez wątpienia preferowałby Trumpa jako swojego sojusznika w Białym Domu. Pomijając wspomniane już rozbieżności w stanowiskach dwóch głównych partii amerykańskich, premier Izraela jest typem przywódcy o autokratycznych dążeniach, co zdaje się być aprobowane przez Donalda Trumpa.

Nie należy zapominać, że jeszcze przed konfliktem jednym z głównych celów ultraprawicowej koalicji Netanjahu było osłabienie fundamentalnych organów sądowniczych, takich jak Sąd Najwyższy czy urząd Prokuratora Generalnego. Państwo Izrael nie posiada silnych fundamentów demokratycznych – brak w nim ustawy zasadniczej, a regulacje praw człowieka są niewystarczające. Ultraortodoksyjne partie żydowskie są znane z krytyki „uniwersalistycznych wartości”, na których opiera się ład społeczny Izraela, w zamian postulując ograniczanie wolności osobistych na rzecz zwiększenia roli komponentu religijnego w prowadzeniu państwa.

Sam Netanjahu od dawna znajduje się w konflikcie z głównymi dowódcami Sił Obronnych Izraela, reprezentujących grupę liberalnych Aszkenazyjczyków, oskarżając ich o nadmierną proamerykańskość. Przeprowadzane co miesiąc ankiety ukazują, że większość społeczeństwa obawia się o instytucje demokratyczne Izraela, których główną ostoją jest atakowana przez rząd władza sądownicza, a ponadto panuje powszechne przekonanie, że decyzje polityczne podejmowane przez premiera są motywowane personalnym zyskiem, bowiem Netanjahu stoi w obliczu procesu o korupcję. Może on skutkować nie tylko końcem kariery politycznej, lecz także spędzeniem reszty życia w więzieniu.

Wojna stanowi dla polityka idealny pretekst uciekania przed odpowiedzialnością i odwlekania w czasie procesu sądowego. Nie da się zaprzeczyć, że główne trendy obecnych rządów Netanjahu znajdują wiele wspólnego z aksjologią gloryfikowaną przez Trumpa. Premier reprezentuje prawą stronę sceny politycznej, dąży do centralizacji władzy i osłabiania mechanizmów kontrolnych państwa, stawia na siłę ponad dyplomację, używa polityki jako narzędzia do unikania odpowiedzialności prawnej. Czy to nie ironiczne, że Harris podczas debaty dokładnie o te rzeczy oskarżała Donalda Trumpa, jednocześnie gwarantując bezwzględne poparcie dla Izraela i spotykając się sam na sam z głową tego państwa?

Gdy w trakcie kampanii do wyborów 1992 roku doradca Billa Clintona, James Carville, ukuł slogan „Chodzi o ekonomię, głupku”, miał na celu wskazać priorytet kampanii ludziom pracującym z Clintonem. Nieświadomie jednak powstało hasło, które stało się nieodłącznym elementem amerykańskiej polityki i istnym wyznacznikiem tego, co w kampanii najbardziej istotne.

Ankiety jasno wskazują, że wyborcy przede wszystkim biorą pod uwagę kwestie ekonomiczne, czyli, w największym uproszczeniu, kto może zaoferować im lepszy poziom życia. Jednak błędnym jest ignorowanie polityki zagranicznej jako aspektu, który również wpływa na wyborcze preferencje. Szczególnie w roku, w którym o ostatecznym werdykcie zadecyduje promil oddanych głosów.

Sytuacja na Bliskim Wschodzie nie ułatwia zadania Kamali Harris, lecz jej odmienne od Donalda Trumpa poglądy i tak mogą okazać się wystarczająco przekonujące dla wyborców w najmniej przewidywalnych stanach. Zwycięstwo jest równie niepewne, co osiągalne. Lecz co dalej? Wnioskując po dotychczasowych wypowiedziach wiceprezydentki, nic może się nie zmienić, gdyż jedynym narzędziem nacisku, jaki pozostał Amerykanom w stosunku do Izraela, jest ograniczenie wsparcia militarnego i finansowego.

Armia izraelska jest na tyle silna, by być zdolną do samoobrony – głównego postulatu Demokratki, lecz jednocześnie nie wystarczająco, by otworzyć kolejny front i doprowadzić do wybuchu pełnoskalowej wojny regionalnej. Osłabienie możliwości oddziaływania rządu Netanjahu powinno być dla Harris priorytetem, gdyż od miesięcy jest oczywiste, że premier Izraela nie jest dla Amerykanów wiernym sojusznikiem, a co więcej, zdecydowanie rozbiega się z liberalnymi ideami, które tak usilnie forsują Stany Zjednoczone od zakończenia zimnej wojny.

Jeśli Harris faktycznie zależy na zakończeniu cierpienia i próbie wypracowania rozwiązania, które będzie w stanie przywrócić względny pokój na Bliskim Wschodzie – co może wydarzyć się jedynie dzięki mediacjom amerykańskim – powinna doprowadzić do sytuacji, która umożliwi zmianę przywództwa w Izraelu. Przywództwa kierującego się interesem swojego narodu, a nie celami prywatnymi, poszukującego rozwiązań, a nie dążącego do eskalacji.

Jesteśmy świadkami kolejnego aktu dramatu, w którym władze izraelskie przez własną krótkowzroczność jedynie tworzą pole dla kolejnych, jeszcze bardziej radykalnych i zagorzałych grup rebelianckich, zbudowanych na tragedii i cierpieniu współobywateli, grup gotowych do zemsty. W obliczu stałego pogłębiania się militarnych kryzysów na świecie, Kamala Harris musi jawić się jako silny i zdecydowany przywódca, gotowy na dyktowanie warunków i wywieranie presji. W tej kwestii mogłaby się nieco nauczyć od swojego kontrkandydata. Czy tak się stanie? Niech zweryfikują wybory.

Artykuł GLOBALNE MOCARSTWO I BLISKOWSCHODNI ZAMĘT – PRÓBA DIAGNOZY PARADOKSALNEGO DYKTATU pochodzi z serwisu Forum Młodych Dyplomatów.

]]>
Trudna sytuacja Kurdów w Turcji i jej socjopolityczny impakt /trudna-sytuacja-kurdow/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=trudna-sytuacja-kurdow Tue, 17 Oct 2023 14:14:39 +0000 /?p=2293 Choć początek konfliktu kurdyjskiego w Turcji przypada na 27 listopada 1978 roku,  korzenie tego problemu są jednak znacznie głębsze . Aby w pełni zrozumieć konflikt, którego jesteśmy dziś świadkami, musimy przenieść się w czasie do momentu zakończenia I wojny światowej. Kurdowie są największą grupą etniczną bez własnego państwa. Traktat z Sevres z 1920 r. podpisanym […]

Artykuł Trudna sytuacja Kurdów w Turcji i jej socjopolityczny impakt pochodzi z serwisu Forum Młodych Dyplomatów.

]]>

Choć początek konfliktu kurdyjskiego w Turcji przypada na 27 listopada 1978 roku,  korzenie tego problemu są jednak znacznie głębsze . Aby w pełni zrozumieć konflikt, którego jesteśmy dziś świadkami, musimy przenieść się w czasie do momentu zakończenia I wojny światowej. Kurdowie są największą grupą etniczną bez własnego państwa. Traktat z Sevres z 1920 r. podpisanym między aliantami a Imperium Osmańskim oferował Kurdom szeroką autonomię na obszarach osmańskiego Kurdystanu, z możliwością późniejszej pełnej niepodległości, jednak obietnica ta nigdy nie została zrealizowana.

Autorka: Nikola Żak

Zwycięstwo nacjonalistów w tureckiej wojnie o niepodległość położyło kres traktatowi z Sevres, podczas gdy nowy traktat z Lozanny z 1923 r. nie zawierał żadnych praw oferowanych przez poprzedni traktat, co było ciosem dla Kurdów, biorąc pod uwagę ich tendencje narodowowyzwoleńcze i potrzebę autonomii. Ogniwem, które przez wieki wiązało Kurdów z Imperium Osmańskim, był islam i włączenie religii do życia politycznego. Wraz z utworzeniem świeckiej Republiki Turcji w 1928 r. poprzez zniesienie kalifatu wraz z nacjonalizacją kraju, kurdyjska tożsamość została jeszcze bardziej stłumione, biorąc pod uwagę brak uznania Kurdów za mniejszość (status ten był dostępny tylko dla obywateli niebędących muzułmanami). Kurdom odmawiano prawa do używania własnego języka i kultywowania odrębnej kultury, a Turcy nieustannie podejmowali próby asymilacji tej mniejszości. Turecka odpowiedź na kwestię kurdyjską opierała się na trzech filarach: asymilacji, represjach i powstrzymywaniu.. Republika Turcji chciała monitorować Kurdów rozproszonych po krajach Bliskiego Wschodu –  w Iranie, Iraku i Syrii, a także próbowano stłumić ich tożsamość i chęć samostanowienia. Te cztery państwa sprzymierzyły się w idei pozbawienia całej ludności kurdyjskiej praw politycznych i ekonomicznych, a także środków do kontaktu z plemionami zamieszkującymi ówczesne republiki sowieckie m.in. Armeńską czy Afgańską Socjalistyczną Republikę Radziecką.

Plemienna forma zamieszkania Kurdów na początku XX wieku nie powstrzymała ich w walce o niepodległość. W latach 1920-1930 zorganizowali kilka powstań, wszystkie krwawo stłumione przez tureckie siły zbrojne. Po stłumieniu rewolty nastąpiły represje państwowe wobec kurdyjskich obywateli i ich praw. Kurdowie zostali przymusowo przesiedleni ze wschodniej Anatolii do centrów miast na zachodzie, gdzie jako mniejszość narodowa byli poddani asymilacji. Próba stłumienia kurdyjskiej tożsamości narodowej nie powiodła się ze względu na samą ideę tureckiego nacjonalizmu, która opiera się na idei wspólnego przodka, a nie terytorium i religii. Dlatego też Kurdowie nie byli wystarczająco tureccy dla rządu, a zinternalizowana alienacja kurdyjskich obywateli doprowadziła do nieudanych prób ich ujarzmienia.

Zmiana tureckiej konstytucji w 1961 r. zachęciła obywateli do tworzenia stowarzyszeń na polu politycznym, co doprowadziło do powstania wielu organizacji studenckich, w tym takich, których członkami byli wyłącznie kurdyjscy obywatele i studenci. Najbardziej znana kurdyjska organizacja powstała wokół Abdullaha Ocalana. W 1977 r. niewielka grupa pod przywództwem Ocalana wydała deklarację dotyczącą kurdyjskiej tożsamości w Turcji. W skład grupy, która nazwała się Rewolucjonistami Kurdystanu, wchodzili również Ali Haydar Kaytan, Cemil Bayik, Haki Karer i Kemal Pir. W 1974 r. grupa postanowiła rozpocząć kampanię na rzecz praw Kurdów. Cemil Bayik został wysłany do Urfy, Kemal Pir do Mus, Haki Karer do Batmana, a Ali Haydar Kaytan do Tunceli. Następnie założyli organizacje studenckie, które kontaktowały się z lokalnymi robotnikami i rolnikami, aby podnieść świadomość na temat praw Kurdów. 27 listopada 1978 r. utworzono PKK, skrót od Partii Pracujących Kurdystanu. Oprócz nacjonalistycznych koncepcji i orientacji na obudzenie ducha walki w Kurdach, walka klasowa była nadal bardzo realna, więc ideologia partii wywodziła się z lewicowych idei silnie powiązanych z ideami leninowskimi i marksistowskimi. Plemiona nadal były w większości podzielone, a problemem dla członków PKK byli ich przywódcy , którzy czerpali korzyści z obecnego stanu społeczeństwa i nie byli zainteresowani zmianą status quo.

Kurdowie są większościową grupą etniczną – około 86% – w południowo-wschodniej Turcji, określanej przez nich jako Kurdystan Północny lub Bakurê, liczącą od 12 do 15 milionów mieszkańców. Jeśli do tej liczby dodać 8-milionową diasporę w całym kraju, Kurdowie w Turcji osiągnęliby 20 milionów, czyli około 25% populacji. Pod względem geograficznym, Kurdowie zajmują obecnie prawie połowę tego, co tradycyjnie było ojczyzną Ormian, czyli obszary bezpośrednio wokół brzegów i na północ od jeziora Vân. Według Paris Kurde Institute (2017), kurdyjski obszar osadniczy w Turcji obejmuje 23 wilajety wschodniej i południowo-wschodniej Anatolii oraz kurdyjskie okręgi Sivas i Marash o powierzchni około 230 tys. kilometrów kwadratowych.

Chociaż początkowo PKK miała swoje elity w studencko-miejskim środowisku Ankary, kurdyjscy rewolucjoniści znaleźli köys i mahalles na wiejskich obszarach Bakurê, gdzie władza państwowa była bardziej rozproszona i nieobecna, jako bardziej odpowiednia do dalszego rozwoju ich walki politycznej. Chcieli stworzyć armię partyzancką, do której należałaby wiejska ludność kurdyjską. W 1984 r. doszło do pierwszych powstań na posterunkach żandarmerii w dzielnicach Eruh i Semdinli w Hakkari. Pod koniec lat 90. PKK ustanowiła hegemonię w dużych częściach Bakurê, takich jak Serhat, Garzan, Botan i Amed. Wraz z przejściem od wojny partyzanckiej do wojny mobilnej, konflikt rozszerzył się na inne regiony kurdyjskie, takie jak Lice, Cizre, Sirnak i Cukarca, a ponieważ polityka przesiedleńcza tureckich sił zbrojnych i presja były tak daleko posunięte, konflik rozszerzył się na północny Irak i północną Syrię

PKK jest definiowana zarówno jako „najbardziej brutalna organizacja terrorystyczna na świecie”, jak i „ruch rehumanizacyjny kierowany przez rewolucyjnego socjalistę” (S. Mojab (2000)). Formalnie opisano ją jako strukturę przypominającą ośmiornicę, prowadzącą działalność przestępczą i pozyskującą zasoby poprzez nielegalne i legalne operacje pozyskiwania funduszy – w tym handel narkotykami i przemyt ludzi, głównie wśród sieci diaspory – które zapewniają finansowanie działalności przestępczej i terrorystycznej organizacji (Eccarius-Kelly, 2012). Powstała jako nielegalna organizacja marksistowsko-leninowska, skutecznie odwołując się do zmarginalizowanych i rozczarowanych młodych populacji na obszarach wiejskich dotkniętych wysokim wskaźnikiem urodzeń i wynikającymi z tego problemami z bezrobociem. (Kemal Özcan, 2012; Bilge Criss, 1995). Intensywna kampania propagandowa była wspierana przez budowę potężnego aparatu politycznego, który zastąpił instytucje państwowe na dotkniętych obszarach instytucjami rządzonymi przez Kurdów. Spośród tych instytucji, rola ERNK (Eniya Rizgariya Neteweyî ya Kurdistanê), czyli Narodowego Frontu Wyzwoleńczego Kurdystanu w umasowieniu PKK i konsolidacji ogromnego elektoratu wspierającego, który finansował kampanię zbrojną, dostarczał jej rekrutów i zapewniał legitymację polityczną, jest bezsporna. Poprzez dyskurs oparty na nienawiści do podwójnego ucisku państwa tureckiego i kurdyjskiego wodza plemiennego, który podtrzymywał system, PKK przekonała Kurdów do przyłączenia się do ich walki o samostanowienie (Plakoudas, 2014; O’Connor, 2017).

Tureckie Siły Zbrojne (TSK) były podmiotem odpowiedzialnym za operacje kontrrewolucyjne przeciwko PKK. Aby wypełnić to zadanie, ówczesny prezydent Turcji Tugut Özal zaproponował nową strategię: masową restrukturyzację armii w odpowiedzi na PKK oraz przesiedlenie lokalnej wiejskiej ludności kurdyjskiej w celu pozbawienia PKK lokalnej sieci wsparcia (O’Connor, 2017).

Przed konfliktem Tureckie Siły Zbrojne (Türk Silahlı Kuvvetleri) stosowała metody konwencjonalnej i przestarzałej wojny oraz statycznej obrony. Partyzantka PKK nie była jednak klasycznym zagrożeniem, gdyż charakteryzowała się policentrycznością, wielokierunkowością i wielowymiarowością. W związku z tym armia została zreorganizowana, aby móc prowadzić wojnę asymetryczną. Po pierwsze, struktura armii zmieniła się na bardziej elastyczną strukturę korpusu i brygad, co miało przyczynić się do większej mobilności. Po drugie, nastąpiło strategiczne przesunięcie z żandarmerii jako bojowników partyzantki w kierunku samej armii lądowej. Po trzecie, zmodernizowano infrastrukturę kadrową i sprzętową, zarówno pod względem liczby i doświadczenia personelu w wojnie nieregularnej, jak i pod względem ulepszonej sieci urządzeń komunikacyjnych i uzbrojenia.  Po czwarte, stworzono jednostki specjalne, takie jak bataliony „go-getterów”, którzy prześladowali partyzantów w górach, czy jednostki specjalne podległe żandarmerii, które działały jako szwadrony śmierci. Wreszcie, TSK poprawiło swój wywiad poprzez zwiększenie kontroli przymusu nad ludnością (Jongerden, 2007). Ze względu na podejrzenia wobec mieszkańców wsi na tak zwanych obszarach zamieszkanych przez PKK, armia wprowadziła środki przeciwko ludności wiejskiej, takie jak embarga na żywność, ewakuacja i niszczenie wsi, a następnie przymusowe przesiedlenia ludności do większych osad, a wszystko to poparte ustanowieniem stanu wyjątkowego i uzasadnione bezpieczeństwem publicznym. Jednocześnie polityka ta została przełożona na skuteczną politykę poboru lub zniszczenia, ponieważ mieszkańcy wsi mogli albo zostać członkami paramilitarnej straży wiejskiej przeciwko PKK, albo zostać ewakuowani, a ich domy zniszczone.

Według Shahrzad Mojab 2000): „przypadek Kurdów można odróżnić od innych brutalnością narodowego ucisku. Kurdowie zostali poddani ludobójstwu, czystkom etnicznym, ludobójstwu językowemu i etnocydowi”. Szacuje się, że w latach 80.-90. XX w. w wojnie zginęło 37 000 Kurdów, z czego 5 000 to nieuzbrojeni cywile; 100 000 osób zaginęło, a 6 153 kurdyjskie osady zostały zniszczone, wraz z kilkoma miastami, co spowodowało wysiedlenie od jednego do trzech milionów Kurdów. Dziesiątki tysięcy osób zostało aresztowanych i byli poddawani torturom (Khodary et al., 2020; Belge, 2016).

Śmierć cywilów w formie pozasądowych egzekucji, tortur i zaginięć dokonywanych przez rząd była bardziej rozległa. Systematyczne łamanie praw człowieka było chronione przez obowiązujące ramy prawne, takie jak dekret o stanie wyjątkowym, który zezwalał na przymusowe wysiedlenia ze względów bezpieczeństwa, zabraniał komunikacji więźniów do dziesięciu dni przed wydaniem wyroku lub pozwalał na przeszukiwanie domów bez nakazu sądowego oraz zwalniał urzędników publicznych z odpowiedzialności prawnej za ich czyny. W ten sposób usunięto możliwość ścigania niewłaściwego traktowania, a naruszenia praw człowieka stały się częścią codziennej przymusowej praktyki państwa (Belge, 2016).

Konflikty zbrojne mają głęboki wpływ na kobiety. Odrzucając jednostronny dyskurs wiktymizacji powszechnie przypisywany kobietom w konflikcie jako istotom pokojowym z natury, który często pomija ich wkład w konflikt i pokój, rzeczywistość roli kobiet w konflikcie kurdyjsko-tureckim od 1978 r. wymaga wieloaspektowej i złożonej perspektywy.  (Khodary i in., 2020).

Podczas trwającego dekadę konfliktu kobiety doświadczyły nie tylko przymusowej migracji, wymuszonych zaginięć, pozasądowych aresztowań czy codziennych egzekucji, jak ich męscy odpowiednicy, ale także przemocy etnicznej ze względu na płeć, utraty członków rodziny i odpowiedzialności za zachowanie społeczności po przymusowym wysiedleniu. W tym kontekście aktywiści mówią o „kontinuum przemocy” lub powiązaniach między konfliktem zbrojnym, przemocą domową i seksualną, które nasilają się podczas konfliktu, ponieważ militaryzm zwykle utrwala ideologię patriarchalną. Podczas konfliktów zbrojnych kobiety doświadczają przemocy seksualnej wykorzystywanej jako broń strategiczna w celu zapewnienia dominacji, zhańbienia i skażenia innych. Według kobiet, z którymi przeprowadzono wywiady, „przemoc seksualna była systematycznie stosowana wobec kurdyjskich kobiet poprzez gwałty w areszcie lub w więzieniu, wystawianie nagich ciał zmarłych partyzantek na ulicach i seksistowskie słowa wypisywane na murach Diyarbakir” (Singa & Gülru Göker, 2021).

Wymuszone zniknięcia i wysiedlenia niszczą systemy utrzymania i pozostawiają kobietom zadanie regulowania życia społecznego, udzielania pomocy, wsparcia psychologicznego i obrony praw. Çelik (2005) twierdzi, że kobiety, które przymusowo migrowały w latach 80. i 90. XX wieku, doświadczyły większego wykluczenia społecznego niż mężczyźni z powodu analfabetyzmu, barier językowych i trudności, jakie napotkali podczas przystosowywania się do życia w mieście w dzielnicach naznaczonych konfliktem międzyetnicznym (Singa & Gülru Göker, 2021).

Wraz z nasileniem się konfliktu kurdyjsko-tureckiego w latach 90. XX w. życie kobiet stało się bardzo upolitycznione. W ramach aktywizmu społeczeństwa obywatelskiego można wyróżnić trzy główne formy strajku kobiet: aktywizm macierzyński poszukujący sprawiedliwości i wzywający do położenia kresu wspólnemu cierpieniu kobiet; aktywizm feministyczny, w którym kobiety ujawniają genderowe skutki wojny i wyrażają specyficzne dla kobiet żądania pokojowe; oraz zróżnicowane aktywistki z kilku organizacji opowiadających się za pokojem, sprawiedliwością i pojednaniem (Singa & Gülru Göker, 2021).

Jednakże, wykraczając poza tę wizję kobiet jako poszukiwaczek pokoju, w konflikcie między Turcją a PKK wyzwolenie kobiet i wyzwolenie Kurdów było rozumiane jako ściśle powiązane, ponieważ bezpaństwowym kurdyjskim kobietom brakowało jakiegokolwiek spójnego politycznego środka odwoławczego do czasu kurdyjskiego projektu budowania narodu. Kurdyjki mogły przyjąć role, które wcześniej były dla nich niewyobrażalne, jednocześnie kwestionując i redefiniując relacje między płciami, ponieważ ogólne upolitycznienie i traumatyczna transformacja społeczeństwa dały im przestrzeń do tworzenia nowej dynamiki władzy (Gökalp, 2010; Käser, 2021; Basch, 2021).

Kurdyjki w Turcji były pionierkami w transformacji własnej roli w sferze społecznej, politycznej i wojskowej, ponieważ od lat 80. XX w. coraz więcej kobiet zaczęło angażować się w politykę, odgrywając aktywną rolę zarówno w PKK, jak i w legalnych partiach, które powstały później. W związku z tymi demokratycznymi siłami politycznymi, począwszy od lat 90. XX w., kurdyjskie kobiece grupy polityczne lub organizacje, takie jak Niezależne Fora Kobiet, zostały ustanowione jako platformy otwartej debaty na temat roli kobiet w społeczeństwie i jako podmiotów politycznych. Pod względem procentowym kurdyjskie partie parlamentarne również prezentowały bardziej egalitarną strukturę płci niż partie tureckie.

Od momentu powstania, PKK rekrutowała kobiety jako partyzantów, osiągając 30% swoich sił bojowych i stając się głównymi aktorami samobójczych misji bombowych. W PKK kurdyjskie kobiety nie tylko odgrywały ważną rolę jako logistyczki i bojowniczki, ale także w dużym stopniu uczestniczyły w przywództwie i podejmowaniu strategicznych decyzji (Bengio, 2016; Khodary i in., 2020).

Jeśli chodzi o motywację kobiet do zapisania się do wojska, naukowcy dyskutują, że z powodu ostrego konfliktu i powszechnej przemocy Kurdyjki stały się nieustraszone, ponieważ straciły swoje role w rodzinie i gospodarstwie domowym w ogólnym procesie transformacji tradycyjnych wartości zdominowanych przez mężczyzn. Utrata nieruchomości w wyniku przesiedlenia spowodowała utratę przez kobiety pozycji „żywicielek rodziny”, co zwiększyło ich obciążenie. Dlatego też zapisywanie się kobiet do PKK z perspektywy płci może być postrzegane zarówno jako motywowane politycznie – na przykład jako radykalizacja po tym, jak bliscy krewni zostali zabici – lub motywowane emancypacją płci – na przykład jako ucieczka przed przymusowym małżeństwem lub złym traktowaniem w ich rodzinach. W związku z tym dla kurdyjskich kobiet tożsamość „uciskanego narodu” i „uciskanej płci” stały się ze sobą skorelowane (Bengio, 2016; Khodary i in., 2020).

Źródła:

[1] Stefan Jojić “TURKEY’S KURDISH CONFLICT: GENESIS AND A POLITICAL CONTEXT”, Belgrade 2018
[2] The Kurdish Conflict, International Humanitarian Law and Post-Conflict Mechanisms. Kerim Yildiz, Susan Breau
[3] Conflict, Democratization, and the Kurds in the Middle East. David Romano, Mehmet Gurses
[4] Belge, C. (2016). Civilian Victimization and the politics of information in the Kurdish Conflict in Turkey. World Politics,
[5] Bengio, O. (2016). Game Changers: Kurdish Women in Peace and War. Middle East Journal.
[6] Jongerden, J. (2007). The Settlement Issue in Turkey and the Kurds. An Analysis of Spacial Policies, Modernity and War. Leiden, The Netherlands: Brill.
[7] Eccarius-Kelly, V. (2012). Surreptitious Lifelines: A Structural Analysis of the FARC and the PKK. Terrorism and Political Violence,
[8] Khodary, Y., Salah, N. and Mohson, N. (2020). Middle Eastern Women between Oprression and Resistance: Case Studies of Iraqi, Palestinian and Kurdish Women of Turkey. Journal of International Women’s Studies,

 

Artykuł Trudna sytuacja Kurdów w Turcji i jej socjopolityczny impakt pochodzi z serwisu Forum Młodych Dyplomatów.

]]>