Archiwa finanse | Forum Młodych Dyplomatów /tag/finanse/ Kreujemy przyszłych liderów Tue, 17 Mar 2026 06:32:41 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.8.3 /wp-content/uploads/2023/08/FMD-logo-2-100x100.png Archiwa finanse | Forum Młodych Dyplomatów /tag/finanse/ 32 32 Finansowa bańka czy strukturalna nierównowaga? Amerykańska gospodarka 2025 roku /finansowa-banka-czy-strukturalna-nierownowaga-amerykanska-gospodarka-2025-roku/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=finansowa-banka-czy-strukturalna-nierownowaga-amerykanska-gospodarka-2025-roku Sun, 11 Jan 2026 20:29:47 +0000 /?p=7298 Współczesne Stany utrzymują się w stanie strukturalnego rozdwojenia. Makroekonomiczne dane coraz wyraźniej wskazują, iż mamy obecnie do czynienia z istnieniem dwóch, niezależnych od siebie gospodarek, funkcjonujących równolegle w ramach jednego systemu ekonomicznego. Podczas gdy nierówności finansowe rosną, a warunki życiowe przeciętnych Amerykanów drastycznie spadają, rynki kapitałowe odnotowują rekordowe zyski i cieszą się bezprecedensowym napływem kapitału. […]

Artykuł Finansowa bańka czy strukturalna nierównowaga? Amerykańska gospodarka 2025 roku pochodzi z serwisu Forum Młodych Dyplomatów.

]]>

Współczesne Stany utrzymują się w stanie strukturalnego rozdwojenia. Makroekonomiczne dane coraz wyraźniej wskazują, iż mamy obecnie do czynienia z istnieniem dwóch, niezależnych od siebie gospodarek, funkcjonujących równolegle w ramach jednego systemu ekonomicznego. Podczas gdy nierówności finansowe rosną, a warunki życiowe przeciętnych Amerykanów drastycznie spadają, rynki kapitałowe odnotowują rekordowe zyski i cieszą się bezprecedensowym napływem kapitału. Obecny szał inwestycyjny i pozornie deliryczny poziom zwrotów, niezważający na zewnętrzne uwarunkowania, nie stanowi jednak jednorazowej anomalii; jest to raczej najdobitniejszy obraz nowej, podzielonej Ameryki.

Autorka: Małgorzata Korecka


Pomimo coraz bardziej chaotycznych wiadomości docierających zza oceanu, amerykańska gospodarka zdaje się doskonale prosperować. Wskaźniki mówiące o ekonomicznej kondycji kraju — zachowania rynków kapitałowych, poziom inflacji czy wzrost PKB — prezentują wszak dość optymistyczny obraz sytuacji.

Jednak uważniejsze spojrzenie szybko podważyć może równie pozytywną narrację. Coraz więcej danych wskazuje na to, iż sytuacja pozostaje znacznie bardziej złożona. Podczas gdy wyniki na amerykańskich rynkach kapitałowych czy stopa wzrostu PKB są bez wątpienia imponujące, ekonomiczna sytuacja większości Amerykanów od lat już zdaje się coraz wyraźniej pogarszać. Pozytywny obraz sytuacji, jaki przedstawiają makroekonomiczne wskaźniki, niekoniecznie koresponduje z rzeczywistością, w której żyją setki milionów obywateli USA. Skala obecnych wzrostów na rynkach, utrzymujących się mimo niezliczonej ilości sygnałów o coraz wyraźniejszych problemach amerykańskiej gospodarki, skłaniać zaczęła ekonomistów do szerzenia ostrzeżeń o bańce, w jakiej mielibyśmy się obecnie znajdować. Choć nie da się pozostać ślepym na spekulatywny pierwiastek obecnej hossy rynkowej, ma ona jednak również inne, ważniejsze wytłumaczenie. 

Ameryka 2025 roku jest bowiem w stanie strukturalnego rozdwojenia. Skala rozdźwięku między ekonomiczną sytuacją amerykańskich elit a resztą społeczeństwa sprawiła, iż nie można mówić już jedynie o wzroście finansowych nierówności czy spadku stopy życiowej klasy średniej. Mamy raczej do czynienia z istnieniem dwóch, niezależnych od siebie gospodarek, funkcjonujących równolegle w ramach jednego systemu ekonomicznego. 

Najdobitniejszym — choć nie jedynym — dowodem na poparcie takiej tezy są właśnie rynki kapitałowe. Mimo rekordowo wysokich poziomów, na jakich utrzymują się tamtejsze indeksy giełdowe czy ewaluacje rynkowe pojedynczych spółek, sytuacja makroekonomiczna niekoniecznie uzasadnia aż tak optymistyczne wyniki. Ostatni rok obfitował w szereg politycznych zawirowań, negatywnych danych ekonomicznych, kontrowersyjnych ogłoszeń i kwestionowalnych decyzji o kluczowym znaczeniu, lecz znikomym wpływie na zachowanie giełdy. Ów brak reakcji rynków na falę negatywnych wiadomości pozostaje zaś coraz trudniejszy do uzasadnienia. Tradycyjna i logiczna korelacja, jaka historycznie występowała między kondycją szerszej gospodarki a zachowaniem giełdy, jest obecnie w znacznym stopniu ograniczona.

Podczas gdy giełdowe indeksy w Ameryce oferują bezprecedensowe zwroty, polityczne turbulencje — wojny, taryfy i kontrowersyjna legislacja — odbijają się bez wątpienia na zwykłych Amerykanach. Sytuacja amerykańskiej klasy średniej, pogarszająca się progresywnie od dekad, od kilkudziesięciu lat nie była równie zła, co obecnie. Wyzwania strukturalne, takie jak postępująca monopolizacja rynków, rosnące nierówności finansowe czy dezintegracja siatki zabezpieczeń socjalnych, zaognione zostały przez bieżące problemy ekonomiczne. 

Dla dużej części społeczeństwa płace nie nadążyły bowiem za wysoką inflacją, a wyczerpanie się stymulujących gospodarkę czeków wydawanych przez administrację Bidena pozbawiło Amerykanów amortyzacji przed obecnymi turbulencjami gospodarczymi. Jednocześnie pogorszenie się sytuacji makroekonomicznej, przejawiające się w znikomej ilości nowych miejsc pracy, przewidywanym wzroście cen w rezultacie nowych taryf czy rosnących wskaźnikach niewypłacalności, czyni finansowanie nawet najbardziej podstawowych potrzeb coraz większym wyzwaniem. 

Finansowe trudności Amerykanów znajdują odbicie w konkretnych wskaźnikach makroekonomicznych. Michigan Index, mierzący nastroje konsumenckie w USA, spadł ze szczytów z 2020 roku — gdy utrzymywał się na poziomie 101 punktów — w okolice 55, wskazując na wyraźne pogorszenie sposobu, w jaki mieszkańcy Ameryki postrzegają stan finansów kraju. Ów pesymizm wiąże się z realnymi problemami finansowymi obywateli USA. Obecny wskaźnik zaległości w spłacie kredytów subprime w USA jest obecnie na najwyższym poziomie od lat 90, i nie widać, jak Amerykanie zarobić mieliby pieniądze niezbędne, by ową sytuację zmienić. Zgodnie z danymi BLS (Bureau of Labor Statistics), w sierpniu 2025 roku powstało jedynie 22 tysiące nowych miejsc pracy — znikoma liczba dla państwa mającego niemal czterysta milionów obywateli. 

Co więcej, zrewidowano również w dół o szokujące dziewięćset tysięcy liczbę miejsc pracy powstałych w okresie marzec 2024-2025, wskazując na rosnącą, długofalową słabość amerykańskiego rynku zatrudnienia. Według danych Fortune, 58% studentów, którzy zakończyli swoją edukację w ciągu ostatniego roku, wciąż szukają pracy. Amerykanie pozbawieni zostali perspektyw w wyjątkowo niekorzystnej sytuacji ekonomicznej: inny raport BLS dowiódł bowiem, iż od 2021 roku średni wzrost płac nie przegonił odnotowanej w tym okresie inflacji (CPI) , lecz nawet nie był jej w stanie przynajmniej dorównać. Podczas gdy w tym okresie CPI wyniosło 22.7%, wynagrodzenia urosły jedynie o 21.8%, przekładając się na realny spadek pensji o 0.9%.

Amerykańska klasa średnia mierzy się więc z egzystencjalnymi problemami. A jednak zyski na Wall Street nieustannie rosną, napędzane falą inwestycji w sztuczną inteligencję i parabolicznym wzrostem rynkowej ewaluacji największych technologicznych spółek. Owa ślepota rynków sprawiła, iż od miesięcy co drugi nagłówek w prestiżowej prasie biznesowej zdaje się grzmieć o bańce AI, a o podobnym ryzyku wypowiadał się ostatnio Jeff Bezos, Sam Altman czy Mark Zuckerberg. 

Co więcej, obawy o brak rynkowych fundamentów obecnej hossy popierać się zdają również dane ekonomiczne. Według ekonomisty z Harvarda, Jasona Furmana, wyłączywszy inwestycje w sektor technologiczny, wzrost PKB zarejestrowany przez USA w pierwszej połowie 2025 wynosiłby jedynie 0.1%. Oznaczałoby to, iż branża AI odpowiedzialna jest dzisiaj za szokujące 92% wzrostu produktu krajowego. Szacunki te drastycznie zmieniają obraz bieżącej sytuacji; w takim scenariuszu bowiem realna gospodarka — niepowiązana z działalnością Doliny Krzemowej — przez pierwsze pół roku pozostawała na granicy stagnacji.

Stopień, w którym inwestycje technologiczne zmienić były w stanie wydźwięk danych ekonomicznych, nie jest jednak specjalnie szokujący. Skala zysków, jakie osiągnęto na przestrzeni ostatnich trzech lat, jest bowiem prawdziwie astronomiczna. Od 1 stycznia 2023 roku cena akcji Nvidii — ulubieńca inwestorów i symbol szału na AI — poszła do góry o szokujące tysiąc procent (konkretniej zaś, na stan z 12 grudnia, ponad 1117%). W tym samym okresie jeszcze bardziej wzrósł jednak na przykład Palantir, który poszybował o szokujące 2833.4%. Bardziej dojrzałe firmy, takie jak Meta czy Microsoft, urosły zaś o odpowiednio 402i 115%. Indeks giełdowy S&P500, będący agregatem 500 amerykańskich spółek o największej kapitalizacji rynkowej, w tym okresie poszło do góry o 80%. Od najniższych poziomów w kwietniu z kolei S&P500 wzrósł  o 38.5%, Goldman Sachs o 89%, Palantir o 153.2%, Robinhood o 257.6%, a Nvidia — o 77.8%. Nasdaq100, grupujący najważniejsze technologiczne spółki, urósł zaś o ponad 54%.

Tak zawrotny poziom zwrotów wyraz ma w statystykach. The Buffett Indicator, będący wskaźnikiem mierzącym wartość PKB USA vs. kapitalizacji rynkowej amerykańskiej giełdy, osiągnął ostatnio rekordowy poziom ponad 225%. Oznacza to, iż wartość spółek giełdowych dwukrotnie większa jest od wartości całej gospodarki Stanów Zjednoczonych. Według wyliczeń opublikowanych przez Morgan Stanley, za trzy czwarte całkowitych zysków rynkowych, 80% wzrostu zysków i aż 90% wzrostu wydatków kapitałowych firm w S&P 500 odpowiedzialne są największe firmy technologiczne.

Jednak mimo powtarzanych od miesięcy ostrzeżeń o bańce finansowej, załamania na giełdzie wciąż nie było. Krótkotrwałe spadki, jakie odnotowano w kwietniu, posłużyły jedynie jako trampolina dla jeszcze bardziej spektakularnego odbicia w górę notowań amerykańskich spółek. Każda kolejna informacja o miliardach zainwestowanych w AI, o jednodniowych wzrostach akcji o 15, 20 czy 30%, każdy kolejny rekordowy szczyt amerykańskich indeksów, prowadzi jedynie do natężenia głosów o nieuniknioności załamania na rynkach. A mimo to notowania wciąż rosną, i nie sposób przewidzieć, czy w najbliższej przyszłości przestaną.

Czy można więc założyć, że wszyscy się mylą? Że instrumenty finansowe wcale nie są wycenione znacznie powyżej swojej wartości, że Amerykanom wciąż żyje się dobrze, że sytuacja polityczna i ekonomiczna nie podważa zaufania do rynków, a miliardy wydane na AI, które póki co nie znalazły odbicia na kwartalnych wynikach finansowych firm, wreszcie zaczną się zwracać? Co potencjalnie tłumaczyć mogłoby podobne zaślepienie? Jak to możliwe, że wszystkim żyje się coraz gorzej, wskaźniki makroekonomiczne przedstawiają coraz bardziej negatywny obraz sytuacji, a notowania wciąż idą w górę?

Deliryczny poziom zysków i inwestycji na rynkach niekoniecznie musi jednak być przejawem nieracjonalnego entuzjazmu inwestycyjnego czy fali finansowej spekulacji. Obecna sytuacja, raczej niż ekonomiczną anomalią, jest raczej logicznym przejawem fundamentalnej dysfunkcji współczesnej gospodarki amerykańskiej. Skala finansowego rozwarstwienia wewnątrz społeczeństwa USA, połączona ze umocnieniem pozycji wielkich korporacji, parabolicznym wzrostem bogactwa finansowej elity  i strukturalnym podważeniem pozycji klasy średniej doprowadziła bowiem finalnie do sytuacji, w której mówić można już o równoległym funkcjonowaniu w ramach jednej gospodarki dwóch, niemających ze sobą już wiele wspólnego systemów finansowych.

Mówiąc o gospodarce danego państwa, w teorii mówimy bowiem o złożonym, zintegrowanym systemie makroekonomicznym, obejmującym krajową konsumpcję, funkcjonowanie rynków kapitałowych, wymianę handlową czy wskaźniki aktywności przemysłowej. Wszystkie czynniki te wzajemnie na siebie oddziałują, tworząc jeden, kompleksowy ekosystem; i podobnie jak w prawdziwych ekosystemach, wszystko jest w nierozerwalny sposób połączone, wzajemnie się przenikając i formując.

W USA jednak sytuacja od dekad odbiega tego założenia. Coraz wyraźniej widać, iż rzeczywistość najbogatszych obywateli kraju, obejmująca też amerykańskie rynki finansowe i gros aktywności gospodarczej, nie jest tą samą, w jakiej żyje 90% społeczeństwa. Co więcej, stopniowo zmniejsza się stopień, w którym oba te światy wzajemnie oddziałują na siebie. Skompromitowana została idea ekonomii skapywania; bogactwo, w jakim pławią się najbogatsi Amerykanie, nie przekłada się już nijak na poziom dobrobytu zwykłych obywateli.

Druga połowa XX wieku stanowiła złoty wiek dla amerykańskiej klasy średniej. Reformy rozpoczęte przez w latach 30. przez Roosevelta, w połączeniu z powojennym boomem przemysłowym, uczyniły z idei amerykańskiego snu rzeczywistość przeważającej większości obywateli. Zwykli Amerykanie po raz pierwszy w równie dużym stopniu uczestniczyć zaczęli w gospodarczym życiu kraju, a klasa średnia stała się znacznie liczniejsza i znacznie potężniejsza, stając się fundamentem gospodarki i wywierając bezprecedensowy wpływ na polityczną i ekonomiczną sytuację państwa. Wszystko to pociągało za sobą z kolei wyraźną korelację między finansową kondycją Amerykanów a szerszą sytuacją makroekonomiczną i, co za tym idzie, kondycją rynków finansowych. Długofalowy dobrobyt mas stał się swego rodzaju imperatywem, nowym statusem quo i fundamentem ekonomicznego dobrobytu kraju.

Na przestrzeni ostatnich kilku dekad sytuacja jednak zmieniła się diametralnie. W tym okresie miała miejsce epokowa transformacja, której większość ludzi nie odnotowała — bądź nie chce odnotować. Zgodnie z danymi Rezerwy Federalnej, najbogatsze 1% Amerykanów jest dzisiaj w posiadaniu 31% narodowego bogactwa; top 10% posiada go zaś 67.4%. Najbiedniejsze 50% Amerykanów,  będące wszak połową społeczeństwa, odpowiedzialne jest za marne 2.5% — odsetek, który uznać można za błąd zaokrąglenia. Według danych Moody’s Analytics, jednej z czołowych agencji ratingowych, top 10% najbogatszych obywateli odpowiedzialne jest aż za 50% krajowej konsumpcji. Ekonomiczne znaczenie amerykańskiej klasy średniej, to jest osób zarabiających od dwóch trzecich do dwukrotności mediany dochodu  gospodarstwa domowego, drastycznie zmalało: przeciętni Amerykanie zmarginalizowani zostali w ich własnym kraju. 

Zmiana ta widoczna jest również na rynkach finansowych. Według danych Rezerwy Federalnej, najbogatsze 10% Amerykanów jest w posiadaniu aż 93% amerykańskich akcji. Oznacza to, iż bezprecedensowe zyski, jakie w ostatnich latach odnotowywała giełda USA, pozostawały w swego rodzaju obiegu zamkniętym, trafiając z powrotem do najbogatszych  obywateli i nie przyczyniając się w znacznym stopniu do poprawy kolektywnego dobrobytu. Kolosalne zwroty na rynkach finansowych napędzane były przez masowe inwestycje elit, ekonomicznie odseparowanych od reszty społeczeństwa, a wysokie dochody związane z aprecjacją wartości aktywów uczyniły bogatych jeszcze bogatszymi. Korzyści, jakie odnotowywała z hossy rynkowej reszta społeczeństwa, pozostały marginalne. 

W tym samym czasie znacznie zmieniła się też struktura samych rynków. W porównaniu z latami 90., liczba publicznie notowanych firm — takich, w które zainwestować może dowolna osoba — spadła o około połowę. Z mniej więcej ośmiu tysięcy spółek, które publicznie notowane były na amerykańskiej giełdzie trzydzieści lat temu, w rezultacie bankructw, fuzji, przejęć i ekspansji private equity, pozostało dziś jedynie cztery tysiące. Jednocześnie rynkowe molochy i fundusze inwestycyjne podjęły się w tym okresie masowego wykupywania drobnych przedsiębiorstw, biznesów i nieruchomości, zwiększając swoją pozycję rynkową i pogarszając nawet na najniższych poziomach zjawisko postępującej monopolizacji amerykańskiej gospodarki. Doprowadziło to do powstania dość osobliwej sytuacji, w której rynek i gospodarka opierać się zaczęła na najbogatszych aktorach finansowych i ograniczonej liczbie rynkowych lewiatanów.

Zjawisko to widoczne jest w strukturze tamtejszej giełdy. Wzrost znaczenia Doliny Krzemowej i późniejszy boom na AI doprowadziły bowiem do przejęcia znacznej części rynku przez firmy technologiczne. Obecnie zaledwie dziesięć największych spółek będących częścią S&P 500 — agregatu obejmującego pięćset najlepiej wycenianych przedsiębiorstw amerykańskich — odpowiedzialne jest za niemal 40% kapitalizacji indeksu. 

Co więcej, przedsiębiorstwa te uznać można za dość specyficzne z uwagi na strukturę ich dochodów. W przeciwieństwie do sprzedawców detalicznych, firm budowlanych, producentów żywności czy restauracyjnych konglomeratów, poziom zysków spółek technologicznych pod wieloma względami niezależny jest od poziomu krajowej konsumpcji czy sytuacji finansowej przeciętnego Amerykanina. 

Przykładowo, głównym klientem Palantira pozostaje rząd USA. Potencjalna recesja mogłaby ograniczyć kontrakty, lecz spółka jest znacznie odporniejsza niż detaliczni gracze typu Walmart, UPS czy Airbnb. Nvidia sprzedaje chipy głównie dużym firmom oraz za granicę, więc spadek aktywności gospodarczej ograniczy popyt, ale w mniejszej skali. Meta, opierająca przychody na reklamie i danych, oraz Amazon z usługami chmurowymi, również pozostają w istotnym stopniu odseparowane od koniunktury krajowej.

Tworzy to zamknięty obieg pieniądza, w którym gros zysków największych amerykańskich korporacji opiera się na biznesie prowadzonym z multimilardowymi klientami i w nie jest inwestowany. W przeciwieństwie do dróg i kolei, które zatrudniały amerykańskich pracowników i prowadziły do rozwoju ośrodków miejskich, bądź zatrudniających tysiące Amerykanów firm przemysłowych, technologiczny boom przekłada się na maksymalizację zysków wielkich korporacji raczej niż pojedynczych obywateli. Ich znaczenie i rozmiar sprawiają zaś, że są one w stanie ciągnąć do góry rynki znacznie dłużej, niż miałoby to miejsce w normalnych warunkach.

Wszystko to przekłada się na występowanie w USA zjawiska bezprecedensowego w gospodarkach rozwiniętych, jakim jest funkcjonowanie dwóch, niezależnych od siebie systemów finansowych. Podczas gdy ekonomiczni zwycięzcy czerpać mogą trudne do wyobrażenia zyski z prosperity kraju, reszta społeczeństwa odseparowana jest od aktywności ekonomicznej kuriozalnie bogacącej się elity i pozbawiona jest wpływu na kondycję rynków. Utrzymywanie stabilnej, przychylnej wszystkim uczestnikom rynku sytuacji makroekonomicznej przestało być warunkiem sine qua non dla czerpania zysków z giełdy i ciągłego zwiększania własnej fortuny. 

Rola przeciętnych Amerykanów w ekonomicznym życiu kraju od dekad była stopniowo, lecz notorycznie podważana; najdobitniejsze skutki tego procesu obserwować możemy zaś obecnie. W przeszłości zatrudnienie w dużej korporacji oferowała stabilność zatrudnienia, godne płace i prosperity całej okolicy. Owoce tej pracy — takie jak nowe drogi, coraz lepsze towary przemysłowe, tory kolejowe czy wydajniejsze samochody — nie tylko stanowiły namacalny dowód wartości ich wysiłków, lecz również aktywnie przyczyniły się do wzrostu kolektywnego dobrobytu poprzez poprawę komunikacji w kraju, rozwój urbanizacji czy ogólne polepszenie jakości życia. To właśnie na przeciętnych obywatelach opierały się również w wielu przypadkach modele biznesowe najważniejszych amerykańskich korporacji. 

Dominujące dzisiaj na giełdzie firmy technologiczne funkcjonują jednak w ramach zamkniętego ekosystemu. Inwestowane w nie pieniądze pochodzą z kieszeni bezprecedensowo bogacących się Amerykanów, którzy szukają miejsc do alokacji kapitału i maksymalizacji swoich zysków. Model biznesowy technologicznych korporacji, opierający się na multimiardowych umowach z największymi podmiotami rynkowymi i korzystaniu z danych i reklam, nie potrzebuje już dobrze prosperującej klasy średniej dla własnego sukcesu, jak niegdyś wymagał tego General Electric, Walmart, Taco Bell czy Delta Airlines.

Zawrotne wzrosty, jakie obserwować można wciąż na amerykańskiej giełdzie — mimo ceł, pogarszania się finansowej kondycji Amerykanów, spekulatywnej natury aktywności inwestycyjnej, politycznych zawirowań czy notorycznych ostrzeżeń o finansowej bańce — niekoniecznie oznaczać więc musi przejaw zaślepienia inwestorów czy bezmyślnego ich optymizmu. Raczej niż jako wyraz niestabilności rynków, uznać to należy za przejaw nowej, dualistycznej natury amerykańskiej gospodarki. 

Negatywne uwarunkowania makroekonomiczne nie mają obecnie wpływu na kondycję rynków, gdyż od lat spada ich korelacja z szerszą sytuacją gospodarczą. Obawy o bańkę finansową i bezzasadny wzrost kwot inwestowanych w AI nie zatrzymują przepływów kapitałowych ku amerykańskim rynkom ze względu na fakt, iż brak obecnie po prostu lepszych miejsc do alokacji bezprecedensowo wysokich poziomów kapitału, który na przestrzeni dekad, w rezultacie finansjalizacji, deregulacji i neoliberalnej legislacji, zgromadziły elity biznesowe.  

W rezultacie tradycyjny związek między kondycją gospodarstw domowych a kondycją rynków finansowych został zerwany. Giełda funkcjonuje dziś jako system autonomiczny, karmiony koncentracją kapitału i inwestycjami korporacyjnymi, a nie szeroką konsumpcją. Dopóki to się nie zmieni, rozwarstwienie będzie rosnąć, a rynki mogą ignorować realną gospodarkę znacznie dłużej, niż wskazywałaby ortodoksyjna teoria.

Czy doświadczymy finalnie załamania na giełdzie? Prędzej czy później, z pewnością; spekulacyjny pierwiastek obecnej hossy jest niekwestionowalny. Czy stanie się to w najbliższym czasie? Nie jest to wcale przesądzone. Czynniki strukturalne fundamentalnie zmieniły kształt i naturę amerykańskiej gospodarki; tradycyjne sposoby jej postrzegania i analizy niekoniecznie pasują już do nowej rzeczywistości. Polityka luzowania ilościowego, monopolizacja rynków, wzrost nierówności finansowych i bezprecedensowe umocnienie się pozycji finansowej elity — porównywalne jedynie z epoką baronów-rozbójników czy złotych lat 20. — czynią z giełdy przedmiot samobogacenia i finansowej spekulacji najbogatszych Amerykanów raczej niż realne odbicie makroekonomicznej sytuacji kraju. Obecny szał inwestycyjny i pozornie deliryczny poziom zwrotów nie stanowi aberracji czy jednorazowej anomalii; jest to raczej obraz nowej, podzielonej Ameryki.


Bibliografia:

[1] Avery, D., Sloan, B. Late credit card payments have hit a record high: Here’s how to tackle outstanding debt, CNBC Select, 21.10.2025, dost. 01.11.2025

[2] Egan, M., Isidore, C. A significant group of Americans are falling behind on their car payments – an economic warning sign, CNN Business, 22.10.2025, dost. 01.11.2025

[3] Lichtenberg, N. Without data centers, GDP growth was 0.1% in the first half of 2025, Harvard economist says, Fortune, 07.10.2025, dost. 01.11.2025

[4] Lichtenberg, N. 75% of gains, 80% of profits, 90% of capex-Al’s grip on the S&P is total and Morgan Stanley’s top analyst is very concerned, Fortune, 07.10.2025, dost. 01.11.2025

[5] Federal Reserve Board, Distribution of Household Wealth, dost. 01.11.2025

[6] Gelles, D. Człowiek, który zniszczył kapitalizm, Prześwity, Warszawa, 2023

[7] Hyot, S., Whitcher, S., Zandi, M. Estimates of Personal Savings, Personal Outlays and Excess Savings by Demographic Group, Moody’s Analytics, March 2025, dost. 01.11.2025

[8] Lewis, M. Wielki Szort, Sonia Draga, Katowice, 2016

[9] Mazzucato, M. The Value of Everything: Making and Taking in the Global Economy,  Penguin Books, London, 2019

[10] Sor, J. The wealthiest 10% of Americans own 93% of stocks even with market participation at a record high, Yahoo Finance, 11.01.2024, dost. 01.11.2025

[11] Tepper, J. The Myth of Capitalism: Monopolies and the Death of Competition, John Wiley & Sons, New Jersey, 2019

[12] Thompson, D.  This Is How the Al Bubble Will Pop, Derek Thompson Substack, 2.10.2025, dost. 01.11.2025

[13] Turchin, P. Czasy ostateczne. Elity, kontrelity i ścieżka dezintegracji politycznej, Prześwity, Warszawa, 2024

O Autorce

Małgosia Korecka jest studentką drugiego roku stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Warszawskim, a także recenzentką książek z gatunku literatury faktu w Wydawnictwie Szczeliny. Jej zainteresowania obejmują przede wszystkim ekonomię i socjologię, w szczególności zaś w kontekście sposobu, w jaki wpływają one na politykę i stosunki międzynarodowe. Zajmują ją zwłaszcza kwestie finansjalizacji gospodarki, rynków kapitałowych oraz nierówności finansowych. W wolnym czasie z kolei bardzo lubi czytać i pisać, a także uczyć się języków obcych i jeździć na deskorolce.

Chcesz dowiedzieć się więcej o Forum?

Polub nas na Facebooku, Instagramie, X oraz Linkedinie, aby być na bieżąco!

Artykuł Finansowa bańka czy strukturalna nierównowaga? Amerykańska gospodarka 2025 roku pochodzi z serwisu Forum Młodych Dyplomatów.

]]>
Gerontokracja w Stanach Zjednoczonych /gerontokracja-w-stanach-zjednoczonych/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=gerontokracja-w-stanach-zjednoczonych Tue, 10 Oct 2023 08:28:36 +0000 /?p=2272 Termin gerontokracja wywodzi się ze starożytnej Grecji. Oznaczał rządy rady starców – gerontów. Uznawani byli oni za filozofów, osoby doświadczone i umiejące poznać w pełni świat rzeczywisty. Gerontokracja najsilniej zaznaczyła się w spartańskiej radzie starców – geruzji. Zasiadało w niej dożywotni 28 gerontów, którzy byli najstarszymi obywatelami. Obecnie tego określenia używa się do opisywania sytuacji, […]

Artykuł Gerontokracja w Stanach Zjednoczonych pochodzi z serwisu Forum Młodych Dyplomatów.

]]>

Termin gerontokracja wywodzi się ze starożytnej Grecji. Oznaczał rządy rady starców – gerontów. Uznawani byli oni za filozofów, osoby doświadczone i umiejące poznać w pełni świat rzeczywisty. Gerontokracja najsilniej zaznaczyła się w spartańskiej radzie starców – geruzji. Zasiadało w niej dożywotni 28 gerontów, którzy byli najstarszymi obywatelami. Obecnie tego określenia używa się do opisywania sytuacji, w której władza w danym miejscu sprawowana jest przez ludzi w podeszłym wieku. Trend ten można zaobserwować w wielu państwach, jednym z nich są Stany Zjednoczone.

Autorka: Barbara Wywiał

Wiek w Kongresie

Z badań Pew Research Center dotyczących 118. Kongresu w USA wynika, że średnia wieku w Izbie Reprezentantów z roku na rok jest nieco niższa i wynosi 57,9 lat, w porównaniu z 58,9 lat w 117. Kongresie (2021-2022) oraz 58,0 w 116. (2017-2018). W opozycji do tego trendu jest średnia wieku w Senacie. Przeciętny senator ma 65,3 lat, poprzednio wiek ten wynosił 64,8 lat w 117. oraz 62,5 w 115. Kongresie.

Średni wiek w Izbie Reprezentantów spadł, ponieważ 64 z 73 nowo wybranych członków, to osoby poniżej średniej wieku ugrupowania, z czego 31 z nich jest w okolicy 40 roku życia, a 15 ma średnio 30 lat. Ponadto, został wybrany Maxwell Alwjandro Frost, który ma 26 lat i jest obecnie jedynym przedstawicielem osób z przedziału 25-29 lat w Izbie. Średni wiek nowych przedstawicieli wynosi 46,3 lat, w porównaniu z 52,1 lat wśród nowych członków poprzedniego Kongresu.

W Senacie możemy zaobserwować odwrotną tendencję. Mimo, że średnia wieku ośmiu nowych Senatorów (49,4) jest poniżej średniej wieku w całym ugrupowaniu (65,3). Trzech z nowo wybranych przedstawicieli jest po 40 roku życia, a jeden z nich – J.D. Vance wybrany w Ohio ma 39 lat.

Graf 1 przedstawia podział Senatorów oraz osób zasiadających w Izbie Reprezentantów w 118. Kongresie według wieku.

Joe Biden

Prezydent USA Joe Biden w zeszłym roku skończył 80 rok życia. Wielu Amerykanów podnosi obawy odnośnie do wieku swojego przywódcy. Pytania o sprawność fizyczną i psychiczną Bidena wisiały nad nim, odkąd rozpoczął kampanię prezydencką w 2019 r., i nie znikają przez pierwsze dwa lata jego kadencji.

Poprzedni najstarszy prezydent, Ronald Reagan, odszedł ze stanowiska w wieku 77 lat i powszechnie uważano, że przekracza on granice wieku na stanowisku dyrektora generalnego. Jeśli Biden wygra drugą kadencję to w chwili inauguracji w 2025 r. będzie miał 82 lata, a na koniec drugiej kadencji 86. Zgodnie z dokumentacją medyczną i wywiadów z kilkunastoma osobami, które regularnie się z nim kontaktują, zdrowie Bidena nie pogorszyło się w ostatnich czasach w znacznym stopniu. W dokumentacji badań lekarskich opublikowanej prawie rok temu O’Connor stwierdził, że Biden jest „zdolny do pełnienia obowiązków” i jest w stanie wykonywać swoje obowiązki bez komplikacji. W raporcie zauważono, że Biden cierpiał w przeszłości na migotanie przedsionków, przyjmuje leki rozrzedzające krew i przyjmuje leki na cholesterol, alergie sezonowe i refluks, który powodował uporczywy kaszel i chrząkanie. Dla Bidena zarzuty odnośnie do wieku mają charakter zarówno polityczny, jak i medyczny. W obliczu zbliżającej się połowy 9 dekady życia, staje w obliczu niewygodnej rzeczywistości, w której coraz większa liczba młodszych Demokratów i niezależnych zwolenników wzywa do „zmiany pokoleniowej”. Ponadto, Republikanie przedstawiają go w znacznie mniej uprzejmy sposób, jako zbyt słabego lub otępiałego, by przewodzić, a część Demokratów zgadza się z nimi w tej kwestii.  Sondaż Washington Post-ABC News z lutego 2022 r. wykazał, że 54% Amerykanów stwierdziło, że Biden nie ma na tyle bystrości umysłu, aby skutecznie sprawować funkcję prezydenta, w porównaniu z 43% w maju 2020 r. Chociaż 83% Demokratów stwierdziło, że Biden jest bystry psychicznie, odsetek ten spadł do 34% wśród niezależnych i 7% wśród Republikanów.

Kandydat Republikanów na prezydenta

Wyścig o nominację kandydata Republikanów do Białego Domu w 2024 r. nabiera tempa.W ostatnich tygodniach do coraz bardziej zatłoczonego grona dołączyło kilku znanych pretendentów.Wszyscy dążą do usunięcia obecnego faworyta, byłego prezydenta Donalda Trumpa, który nadal dominuje w ogólnokrajowych sondażach. Ostateczny zwycięzca zmierzy się przypuszczalnie z Joe Bidenem, w wyborach powszechnych w listopadzie przyszłego roku.64 – letni wiceprezydent za rządów Trumpa, Mike Pence oficjalnie rozpoczął swoją kampanię przemówieniem wygłoszonym 7 czerwca, co postawiło go na kursie kolizyjnym z byłym szefem. Były gubernator stanu New Jersey 61 letni Chris Christie ogłosił swój start 6 czerwca podczas uroczystości w ratuszu w New Hampshire – stanie, w którym odbywają się drugie wybory w prawyborach Partii Republikańskiej. Kolejnym kandydatem, który ma szanse na nominację jest 45 letni gubernator Florydy Ron DeSantis. Sondaże dają mu największe szanse na pokonanie Trumpa w bezpośrednim wyścigu. Jednak z badanie New York Times wynika, że to Donald Trump ma największe poparcie, na poziomie 54%, zaś Ron DeSantis uzyskał jedynie 17%. Obydwaj kandydaci pozostawili daleko w tyle resztę stawki. 

Donald Trump vs Joe Biden

Większość Demortatów zgodnie z sondażem AP-NORC uważa, że Joe Biden jest za stary na stanowisko prezydenta. Ponadto, jedna czwarta Amerykanów kojarzy Bidena z podeszłym wiekiem i powolnością. Za to, prawdopodobny rywal o urząd prezydenta Donald Trump kojarzony jest głównie z korupcją i nieuczciwością, mniejszość za to zwraca uwagę na jego wiek. Zapowiada to potencjalny rewanż, który może sprowadzić się do dwóch głównych punktów spornych wśród wyborców: wieku Bidena i zagrożenia prawnego Trumpa. 77% dorosłych uważa, że ​​80-letni Biden jest za stary, aby skutecznie sprawować urząd przez kolejne cztery lata, przy czym z sondażu AP-NORC wynika, że ​​89% Republikanów podziela ten pogląd. Nieco ponad połowa dorosłych uważa, że ​​Trump jest za stary, aby skutecznie sprawować swoją funkcję przez kolejną kadencję – takiego zdania jest 71% Demokratów i 28% Republikanów. Jak wynika z sondażu przeprowadzonego po formalnym ogłoszeniu przez Bidena swojej kampanii prezydenckiej, większość Amerykanów nie była od początku zachwycona rewanżem Bidena z Trumpem.  Biden, już najstarszy urzędujący prezydent, pod koniec drugiej kadencji miałby 86 lat. Trump, który w dniu wyborów w 2024 r. miałby 78 lat, stoi przed ogromną presją prawną i jest pierwszym urzędującym lub byłym prezydentem USA, któremu postawiono zarzuty karne.Poza już postanowionymi zarzutami, kolejne 4 jurysdykcje chcą postawić go w tam oskarżenia. Kłopoty z przestrzeganiem prawa mogą sprawić, że jego już wypełniony rozprawami sądowymi w 2024 roku kalendarz będzie kolidował z planowaną intensywną kampanią. Ponadto, warto zauważyć, że obaj kandydaci sprawowali już urząd prezydenta USA. Zapewne dużą częścią kampanii będzie porównywanie rządu obu z nich.

Role kandydatów na wiceprezydentów

Zarówno Donald Trump jak i Joe Biden są w podeszłym wieku. Wśród wielu wyborców pojawia się obawa, że przyszły prezydent nie dożyje końca swojej kadencji. Dlatego bardzo istotnym puntem kampanii mogą okazać się wiceprezydenci, którzy w przypadku śmierci albo problemów zdrowotnych urzędującego prezydenta będą musieli sprawować ten urząd. Co więcej, możliwe, że ze względu na to, wielu kandydatów nie będzie w stanie prowadzić aż tak intensywnej kampanii wyborczej i będą oni musieli  w dużo większym stopniu polegać na swoich zastępcach. Kandydatką na wiceprezydentów z ramienia Joe Bidena jest po raz drugi Kamala Harris. Sondaż CBS opublikowany w sierpniu ogólnie wykazał, że zwolennicy Harris są z niej zadowoleni, jednak nie są tak entuzjastyczni, jak w 2020 roku. Komentatorzy uważają, że Kamala Harris odegra ​​w kampanii 2024 bardziej rzucającą się w oczy rolę niż większość jej poprzedników. Wiceprezydentka jest najbardziej widocznym i częstym rzecznikiem administracji w kwestiach ważnych dla bazy Demokratów i innych dostępnych wyborców, takich jak prawa reprodukcyjne, inkluzyjność, zmiany klimatyczne itd. Możliwe, że obecność Harrisa zachęcą demokratyczną społeczeństwa do głosowania. Nadal nie ma informacji kto miałby zostać kandydatem Trumpa na urząd wiceprezydenta. Jednak są pewne wczesne spekulacje dotyczące tego wyboru. Pewne jest, że kandydat będzie członkiem partii Republikańskiej. Jeśli kandydatem zostanie Trump, jego pula naprawdę realnych kandydatów krajowych może być ograniczona. W 2016 r. na urząd wice były brane pod uwagę takie postacie jak gubernatorzy John Kasich i Nikki Haley oraz senatorzy Rob Portman, Bob Corker, Joni Ernst i Marco Rubio, teraz podobno nie są już zainteresowani kandydowaniem wraz z Trumpem.

Podsumowanie

W wielu państwach na całym świecie możemy zauważyć zjawisko gerontokracji. W Stanach Zjednoczonych jest to szczególnie widoczne. Wynika to w dużej mierze ze wzrostu średniej, a także oczekiwanej długości życia w ostatnich latach. W USA oczekiwana długość życia wynosi 79,68 lat, zaś średnia tej wartości to 78,10 lat. Biorąc także pod uwagę wiek emerytalny, który wynosi 67 lat, przeciętny Amerykanin spędza na emeryturze 11 lat.

Zbliżające się wybory prezydenckie będą najprawdopodobniej walką pomiędzy dwoma kandydatami w podeszłym wieku, z tego względu kampania może być mniej dynamiczna i zacięta niż poprzednie. Ponadto, dużą rolę w tych wyborach odegrają kandydaci na wiceprezydentów, którzy mogą być postrzegani przez społeczeństwo jako osoby, które przejmą władze w latach 2024-2028.

Moim zdaniem sprawowanie władzy przez osoby starsze ma pozytywne, jak i negatywne aspekty. Po pierwsze, postacie takie jak Joe Biden mają ogromne doświadczenie, rozbudowaną sieć kontaktów oraz odpowiednie kwalifikacje i umiejętności. Dzięki temu często podejmują decyzję bardziej przemyślane oraz potrafią chłodno ocenić sytuację. Zaś, cechą wielu młodych ludzi jest spontaniczność, skłonność do ryzyka oraz brawura. Uważam, że należy łączyć energie i entuzjazm początkujących polityków z wiedzą i kompetencjami starszych współpracowników, aby wspólnie realizować postawione cele, wspierać się oraz wnosić odmienne punkty widzenia.

Z drugiej strony, jestem przekonana, że scena polityczna w Stanach Zjednoczonych powinna być „odmłodzona”. Ze statystyk jasno wynika, że osoby poniżej 30 roku życia są mocno niedoreprezentowane. Może to skutkować brakiem zrozumienia potrzeb osób z tego przedziału wiekowego, a w konsekwencji niedobór usług i rozwiązań, które spełnią ich potrzeby.

Źródła:
  • [1] “House gets younger, Senare gets older: A look at the age and generation of lawmakers in the 118th Congress” (2023) Carrie Blazina, Drew Desilver https://www.pewresearch.org/short-reads/2023/01/30/house-gets-younger-senate-gets-older-a-look-at-the-age-and-generation-of-lawmakers-in-the-118th-congress/
  • [2] “Gerontokracja” (2004) Wielki Słownik Języka Polskiego https://wsjp.pl/haslo/podglad/69660/gerontokracja/5221012/w-starozytnosci
  • [3] „Plus Minus: To seniorzy trzymają dziś świat w garści” (2023) Rzeczpospolita https://www.rp.pl/plus-minus/art38198691-posluchaj-plus-minus-to-seniorzy-trzymaja-dzis-swiat-w-garsci/
  • [4] “Biden, turning 80, faces renewed age question as he weighs reelection” (2022) The Washington Post Toluse Olorunnipa and Yasmeen Abutaleb https://www.washingtonpost.com/politics/2022/11/11/biden-age-2024-election/
  • [5] “US presidential election 2024: The Republicans challenging Donald Trump” (2023) BBC news, Sam Cabral https://www.bbc.com/news/world-us-canada-63550237
  • [6] “Poll: Age haunts Biden vs. “crooked” Trump” Axios, Erin Doherty https://www.axios.com/2023/08/29/biden-trump-2024-age-legal-issues
  • [7] “Kamala Harris says she’s prepared to serve as president ‘if necessary’” (2023) The Guardian, Romon Antonia Vargas https://www.theguardian.com/us-news/2023/sep/10/kamala-harris-joe-biden-2024-election
  • [8] “Race for the White House 2024: The Camaign of Four Vice Presidencies” (2023) UVA Center for Politics, Joel K. Goldsein https://centerforpolitics.org/crystalball/articles/race-for-the-white-house-2024-the-campaign-of-four-vice-presidencies/
  • [9]“Average life expectancy by country” (2021) World Bank https://www.worlddata.info/life-expectancy.php

Artykuł Gerontokracja w Stanach Zjednoczonych pochodzi z serwisu Forum Młodych Dyplomatów.

]]>
Słabnąca pozycja dolara na arenie międzynarodowej /slabnaca-pozycja-dolara-na-arenie-miedzynarodowej/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=slabnaca-pozycja-dolara-na-arenie-miedzynarodowej Tue, 19 Sep 2023 09:26:32 +0000 http://diplomacy.cba.pl/?p=1973 Powolny proces jakim stało się zrezygnowanie przez niektóre państwa z wykorzystywania dolara jako środka płatniczego wykorzystywanego zarówno jako środek płatniczy na terenie państw jak i w ramach transakcji międzynarodowych stanowi podstawę dla równocześnie następującego spadku znaczenia Stanów Zjednoczonych jako dotychczas największej gospodarki świata. Odchodzenie więc poszczególnych państw od stosowania amerykańskiej waluty tworzy kolejne czynniki, które […]

Artykuł Słabnąca pozycja dolara na arenie międzynarodowej pochodzi z serwisu Forum Młodych Dyplomatów.

]]>

Powolny proces jakim stało się zrezygnowanie przez niektóre państwa z wykorzystywania dolara jako środka płatniczego wykorzystywanego zarówno jako środek płatniczy na terenie państw jak i w ramach transakcji międzynarodowych stanowi podstawę dla równocześnie następującego spadku znaczenia Stanów Zjednoczonych jako dotychczas największej gospodarki świata. Odchodzenie więc poszczególnych państw od stosowania amerykańskiej waluty tworzy kolejne czynniki, które osłabiają znaczenie amerykańskiej gospodarki względem reszty świata, a w szczególności Chin. W efekcie takiego działania, widoczne jest osłabienie pozycji USA na świecie również w kwestiach stosunków międzynarodowych. Nie dotyczy to wyłącznie kwestiami związanymi z czynnikami ekonomicznymi. Brak takich podstaw jest podstawą dla dalszego mniejszych wpływów w innych aspektach tworzących amerykańską politykę zagraniczną taką jak wsparcie wojskowe.

Autor: Marcin Pławecki

Skąd wzięła się dominacja amerykańskiego dolara na świecie?

Od czasu zakończenia II wojny światowej wraz z utworzonym na podstawie inicjatywy Stanów Zjednoczonych systemu z Bretton Woods w światowej gospodarce dominował dolar jako najważniejsza waluta świata. Jednak w ostatnich latach, zwłaszcza od czasów pandemii następują coraz częstsze próby wzmocnienia innych walut jako środków rozliczeniowych w ramach systemu międzynarodowego.

Jakie były pierwotne założenia systemu z Bretton Woods? Zakładał on możliwość stworzenia relacji kursowych pomiędzy poszczególnymi walutami którego podstawą do funkcjonowania miał być dolar amerykański. Jednocześnie państwa biorące udział w nowo powstałym systemie zakładały, że w ramach prowadzenia swojej polityki monetarnej nie będą doprowadzały do wahań wartości swojej waluty na poziomie przekraczającym 1%.

Powodem dla którego dolar był uważany za najbezpieczniejszą walutę w tamtym momencie była kwestia związana przede wszystkim z tym, że Stany Zjednoczone jako państwo nie odczuły w takim stopniu trwającej w tamtym okresie drugiej wojny światowej (system z Bretton Woods powstał w 1944 r.) jak inne państwa świata. W efekcie tego, że żadne ośrodki na których oparta była ówczesna amerykańska gospodarka nie zostały uszkodzone w ramach działań wojennych, nie nastąpił tak gwałtowny spadek wartości całej gospodarki jak w przypadkach niemieckim czy też brytyjskim.

Jednocześnie wraz z tym następowało zarówno w trakcie wojny jak i krótko po wojnie duże wsparcie amerykańskie, najpierw w związku z dostawami broni dla państw walczących w ramach ustawy Lend-Lease, a po wojnie w ramach osławionego Planu Marshalla, który mocno przyczynił się do odbudowy zniszczonych europejskich gospodarek. Poprzez takie możliwości Stany Zjednoczone mogły zarówno tworzyć liczne sojusze z państwami zachodnimi, których konsekwencją było powstanie organizacji międzynarodowych. Duże znaczenie również dla takie wspierania politycznego państw zachodnich miała sytuacja związana z narastającą zimną wojną, która dodatkowo wymuszała na amerykanach rolę obrońcy całego zachodu.

Wraz z kwestiami dotyczącymi zagwarantowania względnie stałego kursu walutowego między dolarem a innymi walutami, duże znaczenie miała też możliwość wymienialności walut na złoto. Jednak z pojawiającymi się kłopotami w związku z wymianą poszczególnych walut w latach 70. XX w. na złoto wiele z krajów podjęło decyzję, aby wartość swojej waluty opierać na jej relacji płatniczej względem amerykańskiego dolara.

Pomimo wycofania się ostatecznie ze stosowania złota jako środka wymiany duże znaczenie miał i nadal ma dolar amerykański. W ten oto sposób wszelkiego rodzaju rozliczenia – nawet jeżeli nie mają niczego wspólnego z rządem lub korporacjami amerykańskimi – są prowadzone przy pomocy amerykańskiej waluty.

W ostatnim czasie coraz więcej państw zaczęło zmieniać walutę do realizacji transakcji międzynarodowych. Jednym z nich jest Arabia Saudyjska, która w maju podjęła decyzję o rozliczaniu się za eksportowaną ropę w chińskich juanach. Co więcej władze w Rijadzie zachęcają inne państwa regionu, żeby wszystkie swoje transakcje międzynarodowe przeprowadzały właśnie w walucie chińskiej. Pokazuje to nie tylko zwiększone zaufanie do juanów, a co za tym idzie większą chęć współpracy państw tamtejszego regionu z Państwem Środka, aniżeli z Amerykanami.

Z kolei władze chińskie decydują się inwestować swoje finanse rządowe w inwestycjach w najbiedniejszych państwach Afryki oraz w swoim azjatyckim sąsiedztwie, dokładniej w państwach należących do organizacji ASEAN. Dzięki temu mają możliwość zwiększania wpływów zarówno tej waluty jak i własnej polityki na arenie międzynarodowej. W ten sposób ich waluta ma zdolności do tego by stać się środkiem płatniczym zarówno w państwach posiadających najsłabsze gospodarki świata, jak również ma możliwość wypchnięcia z tej roli dolara w niektórych państwach.

Największym zagrożeniem jednak dla funkcjonowania dolara jako najważniejszej waluty świata w przyszłości może być waluta państw BRICS, której utworzenie było wstępnie postulowane od maja br. Biorąc pod uwagę fakt, że łączny udział tych 5 państw w światowym PKB jest większy, niż produkt krajowy brutto państw G7, istnieją podstawy do twierdzenia, że znaczenie takiej waluty na świecie będzie ogromne. Na terytorium wspólnoty BRICS żyje ponad 3,3 miliarda osób, a to oznacza, duże możliwości powszechnego stosowania tej waluty w każdym z tych państw, jak również jej zwiększenie popularności w skali świata.

Tym co szczególnie ma wyróżniać w założeniach nową walutę ma być fakt, że ma powrócić do dawniej stosowanego na świecie procesu wymienialności waluty na złoto. W ten sposób państwa te mogą zagwarantować, że mimo słabości każdej z gospodarek w pewnych momentach, będzie zagwarantowane posiadanie waluty opartej o stabilny kruszec.

Wraz z dalszą możliwością powiększania tej inicjatywy o kolejne państwa, które jest coraz bardziej słyszalne na świecie, pojawiają się szanse na dominację przyszłej waluty wśród państw których poziom rozwoju odbiega względem średniej dla świata transatlantyckiego. Państwami o których w ostatnich miesiącach wspomina się jako o przyszłych członkach BRICS wymienia się między innymi: Algierię, Argentynę, Arabię Saudyjską, Iran, Zjednoczone Emiraty Arabskie.

Łącznie według informacji podawanych przez rząd Republiki Południowej Afryki przyjmuje się, że obecnie do organizacji chce dołączyć 40 państw. Pokazuje to znaczenie tej organizacji dla przyszłości świata.

Uwagę zwraca fakt, że na liście potencjalnych kandydatów znajdują się państwa, będące w konflikcie ze Stanami Zjednoczonymi (Iran, Zjednoczone Emiraty Arabskie) lub mają trudne relacje z Waszyngtonem (Algieria, Arabia Saudyjska). Dodatkowo państwa te posiadają duże zasoby surowcowe  i finansowe do stabilnego funkcjonowania jako gospodarek stale powiększających swoje wpływy na arenie światowej.

Można wobec tego stwierdzić, że pozycja amerykańskiego dolara, podobnie jak Stanów Zjednoczonych jako najważniejszego państwa stosunków międzynarodowych zaczyna słabnąć przez co nie jest już w stanie być najważniejszym środkiem płatniczym świata. Odchodzenie od dolara jako środka płatniczego już sama w sobie tworzy podstawy dla postrzegania tego jak słabnie pozycja amerykańskiej waluty. Natomiast powstanie silnej alternatywy jaką musi stać się potencjalna waluta stworzona przez państwa BRICS tworzy kolejny problem dla światowej pozycji amerykańskiej jak i dla ich polityki zagranicznej. Szczególnie szkodliwe dla nich będzie fakt, że oprócz wzmocnienia handlowego i militarnego również zwiększona zostanie siła monetarna Chin w rejonie Indo-Pacyfiku, która obecnie stanowi największy problem w amerykańskiej polityce zagranicznej.

Podsumowanie

Odchodzenie przez poszczególne państwa ze stosowania amerykańskiego dolara w rozliczeniach lub też tworzenie przez ugrupowania państw nowej waluty w szczególności opartej o złoto lub srebro osłabia możliwość amerykańskiego wpływu gospodarczego na resztę świata. Dodatkowo fakt, że Rosja oraz Chiny będą współodpowiedzialne za tworzenie takiej waluty, wraz z niedawnym powiększeniem BRICSu powodują, że dalsza niezachwiana potęga ekonomiczna Stanów Zjednoczonych znajdzie się w zagrożeniu.

Z tego względu działania podejmowane przez takie podmioty jak ChRL i Rosja stanowią kolejny problem dla Stanów Zjednoczonych w kwestiach związanych z utrzymaniem pozycji najważniejszego podmiotu stosunków międzynarodowych. Ścisła współpraca pomiędzy Chinami a Rosją dodatkowo wzmocniona przez inne państwa, które nie mają przyjaznych stosunków ze Stanami lub szeroko pojętym zachodem oznacza, że najważniejszym państwem z punktu widzenia globalnej gospodarki przede wszystkim staną się Chiny. A w dalszej perspektywie może być to powód do tworzenia zagrożenia militarnego dla Stanów Zjednoczonych.

Źródła:
  • [1] https://www.wallstreetmojo.com/bretton-woods-system/
  • [2] https://www.wsj.com/articles/saudi-arabia-considers-accepting-yuan-instead-of-dollars-for-chinese-oil-sales-11647351541
  • [3] https://www.statista.com/statistics/254205/total-population-of-the-bric-countries/
  • [4] https://www.parkiet.com/gospodarka-swiatowa/art35894681-czy-komunistyczne-chiny-przejmuja-afryke
  • [5] https://www.reuters.com/world/what-is-brics-who-are-its-members-2023-08-21/

Artykuł Słabnąca pozycja dolara na arenie międzynarodowej pochodzi z serwisu Forum Młodych Dyplomatów.

]]>